Przejdź do głównej zawartości

Żuławy - Menonici i wodny raj

Wracam na moje ulubione Żuławy. Widzę, jak się zmieniają, jak stają się popularniejsze, ale nadal nie zadeptała ich masowa turystyka autokarowa. Mimo, że kocham ich ciszę i spokój , będę namawiać do odwiedzenia tego zakątka :-)
Nowy Dwór Gdański
Tym razem z perspektywy wodno-historycznej.  Żuławy to przede wszystkim woda i łąki. Teren nizinny, a nawet depresja, podobny krajobraz do holenderskiego. I tu dochodzę do mennonitów - uchodźców religijnych z  Holandii, którzy znaleźli swoje miejsce w XVI-wiecznej  tolerancyjnej, wielokulturowej Polsce. Ich cztero wiekowa działalność na Żuławach widać do dziś. Udało im się osuszyć znaczne tereny delty Wisły. Nadal budzą ciekawość pozostałości techniki, której używali - wiatraki do osuszania i przepompowywania wody, kanały, śluzy, pompy, mosty obrotowe. Monnonici uciekli stąd w 1945 roku przed nadciągającą Armią Czerwoną. Nie da się ukryć, że przez podobieństwo języka niderlandzkiego i niemieckiego szybko ulegli zniemczeniu, a także uwierzyli w propagandę hitlerowską mimo, że sami byli pacyfistami. Podczas wycofywania się Niemców z tych terenów w 1945 r wszystkie urządzenia osuszające oraz wały przeciwpowodziowe zostały zniszczone, a teren zalany. W ciągu pięciu lat odbudowano system odwadniający i osuszono teren.

O śladach osadnictwa "olęderskiego" dużo można się dowiedzieć w  Muzeum Żuławskim w Nowym Dworze Gdańskim. Nieduża wystawa, ale bardzo ciekawa, tworzona z pasją przez pasjonatów.

Gdy już dowiedziałam się co nieco o osadnictwie na Żuławach, to koniecznie chciałam zobaczyć jego materialne ślady. Niektóre, co tu dużo mówić, rozczarowują. Jak wspomniałam na początku, to nie jest jeszcze turystycznie wykorzystany region i na pewno te wszystkie perełki wkrótce będą zachwycały.




Co odwiedzamy ? Najbardziej zainteresował mnie wiatrak typu holenderskiego w Palczewie. Tereny te to głównie łąki i pola, czyli przeważała tu działalność typowo rolnicza . Wiatrak widać z daleka , ale żeby do niego podejść musiałam przejść przez prywatne podwórko. Czułam się nieswojo, ale właścicielka zachęcała do obejrzenia wiatraka z bliska. Ten jest w remoncie i nie przedstawia jeszcze olśniewającego widoku. Trudno też go zobaczyć z dobrej perspektywy.








Odwiedziłam też cmentarz mennonicki w Stogach. Ze względu na własne poszukiwania genealogiczne miejsce to zrobiło na mnie duże wrażenie. Uciekający stąd mieszkańcy opuścili nie tylko swoje domy i pola, ale i swoich zmarłych. Opuszczony, ale nie zapuszczony, pomnik minionych dziejów.













Charakterystyczne budownictwo podcieniowe można zobaczyć w Marynowach, to po drodze między Nowym Dworem Gdańskim a Malborkiem. Jeden z takich domów znajduje się przy samej ulicy, a drugi - dosłownie na przeciw  tylko ukryty za drzewami. I to ten właśnie jest udostępniany turystom, po wcześniejszym umówieniu się. Pięknie odnowiony mur pruski, okienka i okiennice nadają mu niepowtarzalny charakter. Piękny!
 Ale nawet te zniszczone, mniej okazałe warto zobaczyć. Może one również staną się wkrótce perełkami architektury ?

Wracajmy na wodę! Hitem jest lub wkrótce będzie Wielka Pętla Żuławska. Można tu korzystać z wód Szkarpawy, Wisły Królewieckiej, Tugi, Nogatu itd. W okolicy Nowego Dworu mamy kilka przystani, jak np . ta w Rybinie. Można podobno  wypożyczyć tu barkas i zacząć swoją śródlądową żeglugę.












Kuszące! Widziałam jak podnoszono most w Rybinie by przepuścić pływające jednostki. Nie powiem, zazdrościłam tym na łódkach :)



I jak zwykle rozpisałam się o urokach Żuław Wiślanych , a to wciąż tylko fragment cudów , które można tam zobaczyć. Przecież jest jeszcze Kanał Elbląski, który polecam w wersji skróconej od Małdyt do Elbląga. Malbork, o czym piszę w swoim blogu o zamkach.





A na koniec tej objazdówki po Żuławach - Żelichowo-Cyganek. Zachwycił mnie nie przeniesiony tu dom podcieniowy, ale cerkiew grekokatolicka ( w remoncie). Akurat trwały przygotowania do ślubu w tym obiekcie i udało mi się tam wejść.
Cuda!

Odkrywajcie Żuławy na własną rękę, bo jak zawsze najciekawsze jest to, co sami dla siebie znajdziemy.



Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Symi - wyspa poławiaczy gąbek

        O Symi przeczytaliśmy w przewodniku i nie trzeba nas było zachęcać. Z portu Mandraki o 8 rano wypływa duży prom na Symi. Podróż trwała ok. 2 godzin. Na promie nie czuliśmy kołysania za to bardzo mocno wiało. Po wypłynięciu z portu w Rodos przez dłuższy czas mogliśmy podziwiać górzyste wybrzeże Turcji. Wkrótce nasza uwaga skierowała się na wyspę Symii. Kilka razy wydawało nam się , że w końcu nieprzyjazne wybrzeże zmieni się w sympatyczną gościnną zatokę. Nic z tego. Port, do którego wpływamy mieści się na północy wyspy. Za to widok jest tak niesamowity, że turyści zbierają się do wyjścia na długo przed przycumowaniem do nabrzeża. Symi to wyspa poławiaczy gąbek.  Nie ma dostępu do słodkiej wody. Dostarczana jest ona

Andaluzja między Sewillą a Kadyksem

Jesień w Andaluzji Po trzech latach wracamy do Hiszpanii, do Andaluzji. Znów lądujemy w Maladze, pakujemy się do wynajętego samochodu i ruszamy do Sewilli. To pierwszy punkt naszego dziesięciodniowego pobytu. Przejazd zajmuje nam około trzech godzin i najlepiej zapamiętałam bociany, które ogromnymi stadami krążyły nad podmiejskimi śmietniskami. W połowie września dolatują właśnie tutaj w drodze z Niemiec na kontynent afrykański. Nasze polskie bociany spotkaliśmy zgoła gdzie indziej, tym razem w drodze powrotnej przez Izrael do Europy. Sewilla przywitała nas wyjątkowo ciepło – mimo, że zbliżała się godzina dziewiętnasta na ulicznym termometrze wciąż widniała liczba 39. Zameldowaliśmy się w studenckim akademiku w pobliżu Palcu Hiszpańskiego. Spędziliśmy na nim długie godziny. O każdej porze dnia i nocy warto tam przyjść! Najbardziej kolorowo jest po południu – w ukośnie padających promieniach słońca fasada mieni się wszystkimi kolorami tęczy. Upał łagodzi rozpryskująca s...

Miasto Rodos - tutaj stał Kolos Rodyjski

         Gdy będziecie na wyspie Rodos bezwzględnie powinniście ( wiem, na wakacjach nic nie trzeba!) odwiedzić jej stolicę – średniowieczne miasto Rodos. My Rodos wybraliśmy jako jeden z wielu punktów w naszej samodzielnej, samochodowej wycieczce. Mały spacer po starym mieście i porcie zajął nam 4 godziny. W tym godzinna biesiada z owocami morza w roli głównej na placu Hipokratesa. W mieście Rodos widać ślady burzliwej historii wysp Dodekanezu. Były one własnością Greków, Turków, Włochów, pod rządami Cesarstwa Rzymskiego i biznacjum. Wróciły do Grecji na mocy ustaleń paryskich w 1947 r. Trzeba wspomnieć, że rekonstrukcji zabytków średniowiecznych i starożytnych dokonali Włosi za czasów panowania Mussoliniego.