O Symi
przeczytaliśmy w przewodniku i nie trzeba nas było zachęcać. Z
portu Mandraki o 8 rano wypływa duży prom na Symi. Podróż trwała
ok. 2 godzin. Na promie nie czuliśmy kołysania za to bardzo mocno
wiało. Po wypłynięciu z portu w Rodos przez dłuższy czas
mogliśmy podziwiać górzyste wybrzeże Turcji. Wkrótce nasza
uwaga skierowała się na wyspę Symii. Kilka razy wydawało nam się
, że w końcu nieprzyjazne wybrzeże zmieni się w sympatyczną
gościnną zatokę. Nic z tego. Port, do którego wpływamy mieści
się na północy wyspy. Za to widok jest tak niesamowity, że
turyści zbierają się do wyjścia na długo przed przycumowaniem do
nabrzeża.
Symi to wyspa poławiaczy gąbek. Nie ma dostępu do słodkiej wody. Dostarczana jest ona
statkami z Rodos. Zamieszkała jest głownie w sezonie letnim. Większość domów to letnie domy Greków z kontynentu. Domy są pomalowane na pastelowo. Każda wypustka i okiennica odcina się innym kolorem od fasady budynku. W porcie stoi wysoka wieża zegarowa.
Można pokusić się o spacer w górę odchodzących od portu uliczkami. Z góry widok na domki, zatokę i wyspę robi większe wrażenie. Droga łącząca północ z południem wyspy powstała stosunkowo niedawno. Dotychczas między krańcami wyspy można się było przemieszczać tylko droga morską.
Symi to wyspa poławiaczy gąbek. Nie ma dostępu do słodkiej wody. Dostarczana jest ona
statkami z Rodos. Zamieszkała jest głownie w sezonie letnim. Większość domów to letnie domy Greków z kontynentu. Domy są pomalowane na pastelowo. Każda wypustka i okiennica odcina się innym kolorem od fasady budynku. W porcie stoi wysoka wieża zegarowa.
Można pokusić się o spacer w górę odchodzących od portu uliczkami. Z góry widok na domki, zatokę i wyspę robi większe wrażenie. Droga łącząca północ z południem wyspy powstała stosunkowo niedawno. Dotychczas między krańcami wyspy można się było przemieszczać tylko droga morską.
W zatoczce i
okolicznych uliczkach roi się od miejscowych atrakcji. Przede
wszystkim sklepy z gąbkami. Ceny przeróżne. Idziemy na zaplecze
dużego składu gąbki. W podwórku stoi stylizowana łódka z
różnymi typami gąbek w środku. Na ścianie budynku wiszą zdjęcia
przedstawiające dawnych poławiaczy i ich ekwipunek. Właściciel
tego mini-muzeum opowiada i pokazuje jak się łowi gąbki, jak wygląda
gąbka zaraz po wydobyciu z morza, jak się ją obrabia, kiedy ma
kolor jaśniejszy kiedy ciemniejszy, dlaczego tak bardzo różnią
się ceną.Jak nie dać się nabrać na niską jakośc towaru za wysoką cenę. Potem zaprasza do swojego sklepiku na zakupy, oferując
zniżki dla członków naszej wycieczki.
Przechodzimy na
druga stronę zatoki portowej, do sklepiku z ziołami. Proszę się
nie podniecać – to głownie oregano, mięta i inne zioła
składające się na greckie herbatki. Okazuje się, że właściciel
mówi po polsku. Miał kiedyś dziewczynę w Gdańsku, a czego nie
robi się z miłości Sprezentował
każdej osobie małą torebeczkę z ziołami, w zależności od
poczucia humoru każdy dostał coś innego , np. ziółka na potencję
;)
Robimy się
głodni, może dlatego, że z pobliskich tawern dochodzą ciekawe
zapachy. Siadamy w zaułku w restauracji , która każdemu z gości
prezentuje talerz owoców morza, które można degustować. Bierzemy
sobie taki zestaw, z krewetkami, rybami, małżami. A dziecko jak
zwykle fryteczki ;)
Po 14 wypływamy z
zatoki i płyniemy wzdłuż brzegu wyspy na południe. Zawijamy tam
do małego portu przy klasztorze. Chętni Ida zwiedzać kościół.
My wiedzeni pięknym piekarnianym zapachem idziemy do przyklasztornej
piekarenki na smaczne ciasteczka i bułeczki. W sklepiku w
podcieniach kupujemy butelki lodowatej wody i siadamy na betonowym
nabrzeżu mocząc stopy w zimnej wodzie.
Pełni wrażeń
wracamy promem na Rodos.
Komentarze