Przejdź do głównej zawartości

Majorka – Alaro – restauracja Es Verger - jagnięcina prosto z pieca

Kolejnego dnia opuszczamy uroczy apartament w hotelu Largo i wracamy na południe. Po drodze mamy w planach odwiedzić miasteczko Alaro, a konkretnie ruiny zamku na szczycie góry nad miastem.
Oraz restaurację Es Ve rger, którą w swoim programie polecał Rick Stein.


Pogoda piękna. W głębi wyspy nie odczuwa się powiewów wiatru, więc jest bardzo ciepło jak na początek kwietnia , ok 25 stopni.

W połowie drogi między Alcudią a Palma de Mallorka odbijamy na zachód. Z autostrady widać charakterystyczne bliźniacze góry, położone po dwóch stronach drogi.
W sennym miasteczku odnajdujemy kierunkowskazy do Castello . Droga z szerokiej asfaltowej ulicy, zaczyna się zwężać do asfaltowej drogi między kamiennymi murami, otaczającymi wiejskie hacjendy. A w końcu lądujemy na szutrówce, która zaczyna piąć się w górę , między drzewkami oliwnymi. W końcu robi się tak nieciekawie, ze postanawiamy zostawić samochód i iść pieszo. Ale wtedy dojeżdżamy do znaku – parking 800 metrów. Patrząc na budynki, gdzieś wysoko nad nami zastanawiam się, czy nie chodzi o 800 metrów w pionie J W każdym razie ruszamy dalej przytulając się autem do ściany wzgórza. Do mijania służą wąskie półeczki albo wydrążone w stoku, albo doklejone do drogi od strony zewnętrznej. Za każdym razem, gdy widzę samochód zbliżający się z przeciwka – truchleję. Jednak kierowcy czekają aż przejedziemy. Tak somo zrobiliśmy jak my zjeżdżaliśmy z góry.

W końcu z dusza na ramieniu lądujemy na parkingu przed restauracją Es Verger. To tak naprawdę stara stodoła lub obora przerobiona na przestronną restauracje. Najpierw jednak chcemy wejść na widoczną przed nami górę i zobaczyć z bliska mury, które majaczą nam teraz gdzieś na szczycie. Najpierw drogą ,a potem po kamiennych schodkach wchodzimy na górę. Zajmuje nam to dobrą godzinę, zanim wylądujemy na dolnym dziedzińcu, a raczej placyku, który pewnie kiedyś był dolnym dziedzińcem zamku. Poza bramą wejściową i pozostałością muru jakiejś baszty nic tu nie ma. Błąd – jest trawiasta łączka i … 300 metrów w dole oliwkowy gaj. A przed nami widok na najwyższe szczyty Majorki. Widok cudowny, spokój i swoboda. Jak sobie ktoś życzy może nawet spaść z tego urwiska, nie ma żadnych rurek, płotków, linek i innych ograniczeń.
Jeszcze 15 minut podejścia i dochodzimy na szczyt. Jest tu mały kościółek i inne zrekonstruowane budynki. Jest też mały barek i dużo miejsca, żeby podziwiać krajobraz Majorki z góry.

W coraz większym upale schodzimy na dół. W planach mamy pyszną jagnięcinę z owiec pasacych się na tym wzgórzu, przygotowaną w tradycyjnym piecu opalanym drewnem. Gdy przekraczamy próg chłodnego budynku od razu otacza nas gwar . Kelnerka wskazuje nam trzy wolne miejsca na końcu długiego stołu. Siadamy, radośnie witani przez grupę niemieckich turystów oraz hiszpańską parę . Uczymy się razem ze wszystkimi nazw hiszpańskich potraw, win oraz placków. Dziewczyna sugeruje nam czego warto spróbować. Nawet mi przypominają się pojedyncze niemieckie słówka i trochę rozumiem o czym rozmawiają przy stole inni.
Danie jest duże i bardzo dobre ! Jagnięcina , chyba przez sposób chowu zwierząt, jest pachnąc ziołami, pyszna, krucha, ciemna w kolorze. Do tego warzywa i czego można chcieć więcej. Jest pora obiadowa więc w restauracji robi się tłoczno. Córka bierze jeszcze jakiś słodki placek z dużą ilością cukru pudru. Wszyscy komentują , czy dobre, czym pachnie i też zamawiają słodycze J

Późnym popołudniem zadowoleni wsiadamy do auta i z górki na pazurki , drogą którą przyjechaliśmy, wracamy do autostrady i jedziemy w kierunku stolicy wyspy.
Nocleg mamy zamówiony w Santa Ponca, mieście turystycznym w pobliżu Palmy de Mallorca.
Migawki z Majorki

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Symi - wyspa poławiaczy gąbek

        O Symi przeczytaliśmy w przewodniku i nie trzeba nas było zachęcać. Z portu Mandraki o 8 rano wypływa duży prom na Symi. Podróż trwała ok. 2 godzin. Na promie nie czuliśmy kołysania za to bardzo mocno wiało. Po wypłynięciu z portu w Rodos przez dłuższy czas mogliśmy podziwiać górzyste wybrzeże Turcji. Wkrótce nasza uwaga skierowała się na wyspę Symii. Kilka razy wydawało nam się , że w końcu nieprzyjazne wybrzeże zmieni się w sympatyczną gościnną zatokę. Nic z tego. Port, do którego wpływamy mieści się na północy wyspy. Za to widok jest tak niesamowity, że turyści zbierają się do wyjścia na długo przed przycumowaniem do nabrzeża. Symi to wyspa poławiaczy gąbek.  Nie ma dostępu do słodkiej wody. Dostarczana jest ona

Andaluzja między Sewillą a Kadyksem

Jesień w Andaluzji Po trzech latach wracamy do Hiszpanii, do Andaluzji. Znów lądujemy w Maladze, pakujemy się do wynajętego samochodu i ruszamy do Sewilli. To pierwszy punkt naszego dziesięciodniowego pobytu. Przejazd zajmuje nam około trzech godzin i najlepiej zapamiętałam bociany, które ogromnymi stadami krążyły nad podmiejskimi śmietniskami. W połowie września dolatują właśnie tutaj w drodze z Niemiec na kontynent afrykański. Nasze polskie bociany spotkaliśmy zgoła gdzie indziej, tym razem w drodze powrotnej przez Izrael do Europy. Sewilla przywitała nas wyjątkowo ciepło – mimo, że zbliżała się godzina dziewiętnasta na ulicznym termometrze wciąż widniała liczba 39. Zameldowaliśmy się w studenckim akademiku w pobliżu Palcu Hiszpańskiego. Spędziliśmy na nim długie godziny. O każdej porze dnia i nocy warto tam przyjść! Najbardziej kolorowo jest po południu – w ukośnie padających promieniach słońca fasada mieni się wszystkimi kolorami tęczy. Upał łagodzi rozpryskująca s...

Miasto Rodos - tutaj stał Kolos Rodyjski

         Gdy będziecie na wyspie Rodos bezwzględnie powinniście ( wiem, na wakacjach nic nie trzeba!) odwiedzić jej stolicę – średniowieczne miasto Rodos. My Rodos wybraliśmy jako jeden z wielu punktów w naszej samodzielnej, samochodowej wycieczce. Mały spacer po starym mieście i porcie zajął nam 4 godziny. W tym godzinna biesiada z owocami morza w roli głównej na placu Hipokratesa. W mieście Rodos widać ślady burzliwej historii wysp Dodekanezu. Były one własnością Greków, Turków, Włochów, pod rządami Cesarstwa Rzymskiego i biznacjum. Wróciły do Grecji na mocy ustaleń paryskich w 1947 r. Trzeba wspomnieć, że rekonstrukcji zabytków średniowiecznych i starożytnych dokonali Włosi za czasów panowania Mussoliniego.