Przejdź do głównej zawartości

Majorka – Lluc – Sa Colobra - zatoka piratów

LLuc to miejsce kultu Maryjnego , leżące w górach Sierra de Tramuntana. Bardzo przyjemne miejsce, żeby z punktu widokowego leżącego powyżej zabudowań klasztornych podziwiać górzysty krajobraz Majorki. Na wzgórze prowadzą kamienne schody , przy których stoją rzeźby drogi krzyżowej. Z Lluc zaczyna się szlak wąwozem , który ma swoje ujście nad morzem w Sa Colobrze.
        My wchodzimy tylko na górę, podziwiamy widok na góry i położone poniżej w głębi wyspy gaje oliwne. Dla chętnych – można zwiedzić muzeum przyklasztorne i odwiedzić kościół. My tradycyjnie pijemy espresso w kawiarence na dziedzińcu klasztoru i ruszamy dalej w głąb Sierra de Traumantana.

Sa Colobra to kolejny punkt naszej wycieczki. Dojazd do tej, położonej w głębokiej górskiej zatoce , miejscowości jest dość karkołomny.   Sądzę, że te serpentyny podziwialiśmy na reklamach niejednego samochodu. Jest niebezpiecznie i pięknie. Wysokie, białawe szczyty kontrastują z granatem morza. I do tego wijąca się, znikająca , przeplatająca i wyłaniająca zupełnie niespodziewanie wstążka asfaltu, który sprowadza nas nad samo morze.
Można dopłynąc tutaj statkiem wycieczkowym z Soller. Do niedawna był to jedyny sposób na odwiedzenie tego miejsca.   Mówią, że to niedostępne od strony lądu i trudno dostępne od morza miejsce było kiedyś  kryjówką piratów. W jaskiniach, od których roi się wąwóz, uchodzący do  zatoki, mogli ukrywać swoje łupy i skarby.



Zostawiamy samochód na parkingu i idziemy na nabrzeże. Fale biją o kamienie poniżej. Schodzimy na sam brzeg i chłodzimy stopy w zimnej wodzie. Sa Colobra to mała górska miejscowość, z dosłownie kilkoma kamiennymi domkami i bistrami. Brzeg został obudowany i wyłozony kamieniem, stworzyło to mała promenadę, która prowadzi do górskiego wąwozu. Zanim tam dojdziemy musimy przejść przez wydrążony w skale tunel . Wchodzimy z ocienionej owiewanej morską bryzą strony, a wychodzimy na osłoniętą skalnymi ścianami plaże.

Wrażenie jest niesamowite, jest cicho , doskonale słychać głosy krążącego tu ptactwa, a jednocześnie cały czas dochodzi nas dźwięk fal, rozbijających się o skały. Na piaszczysto- kamienistym dnie wąwozu rozłożyli się turyści. Jedni się opalają. Inni brodzą w słodkiej wodzie oddzielonych od siebie zatoczek, strasząc ławice rybek. My też rozkładamy się na drobnych kamykach. Jest naprawdę błogo. Ciekawość nie daje mi spokoju – skąd ten dziwny dźwięk fal. Podchodzę do wąskiego przesmyku jakim wąwóz łączy się morzem. Fale wściekle biją o ściany , załamują się i kłębią w wyżłobionym u podnóży skał kanale. Od strony morza zatoka stopniowo się zwęża i kończy wąskim gardłem ujścia wąwozu do morza. Kolor wody w oddali granatowy, im bliżej brzegu staje się turkusowy, a na końcu zupełnie biały.
Kazde mocniejsze uderzenie fali w połączeniu z silnym wiatrem powoduje prysznic z morskiej wody dla ciekawskich. Tutaj jest chłodno, przyjemnie. Już kilka kroków w głób doliny powoduje, że robi się cicho, bezwietrznie, upalnie. Dźwięk ludzkich głosów jest stłumiony. Bardziej słychać pokrzykiwania mew, krążących wysoko nad naszymi głowami.

Idziemy na spacer w głąb wąwozu. Na początku szary i szeroki amfiteatr zaczyna się szybko zwężać. Kolory ścian przechodzą w żółty i bordowy. Są fantazyjnie poszarpane i podziurawione. Układ otworów w jednym miejscu przywodzi na myśl ludzką twarz.



Pojawia się niska, wysuszona roślinność – krzewy i sztywne wysokie trawy. Nagle poruszenie w krzakach – wyłania się z nich rogaty kozioł górskiej kozy. Słychać jego partnerkę, ale ona skutecznie chowa się w plątaninie krzewów. Po chwili samiec także znika nam z oczu. Idziemy jeszcze kawałek w górę rzeki. Teren robi się coraz bardziej kamienisty. Wracamy na plaże , a potem do miejscowości.
       W jednej z restauracji jemy obiad – pyszne danie z ryb. I krętą drogą wydostajemy się z doliny i wracamy do hotelu.
       Codziennie staramy się spędzać chociaż kilka chwil na spacerze na plaży lub w jaccuzi ;)

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Symi - wyspa poławiaczy gąbek

        O Symi przeczytaliśmy w przewodniku i nie trzeba nas było zachęcać. Z portu Mandraki o 8 rano wypływa duży prom na Symi. Podróż trwała ok. 2 godzin. Na promie nie czuliśmy kołysania za to bardzo mocno wiało. Po wypłynięciu z portu w Rodos przez dłuższy czas mogliśmy podziwiać górzyste wybrzeże Turcji. Wkrótce nasza uwaga skierowała się na wyspę Symii. Kilka razy wydawało nam się , że w końcu nieprzyjazne wybrzeże zmieni się w sympatyczną gościnną zatokę. Nic z tego. Port, do którego wpływamy mieści się na północy wyspy. Za to widok jest tak niesamowity, że turyści zbierają się do wyjścia na długo przed przycumowaniem do nabrzeża. Symi to wyspa poławiaczy gąbek.  Nie ma dostępu do słodkiej wody. Dostarczana jest ona

Andaluzja między Sewillą a Kadyksem

Jesień w Andaluzji Po trzech latach wracamy do Hiszpanii, do Andaluzji. Znów lądujemy w Maladze, pakujemy się do wynajętego samochodu i ruszamy do Sewilli. To pierwszy punkt naszego dziesięciodniowego pobytu. Przejazd zajmuje nam około trzech godzin i najlepiej zapamiętałam bociany, które ogromnymi stadami krążyły nad podmiejskimi śmietniskami. W połowie września dolatują właśnie tutaj w drodze z Niemiec na kontynent afrykański. Nasze polskie bociany spotkaliśmy zgoła gdzie indziej, tym razem w drodze powrotnej przez Izrael do Europy. Sewilla przywitała nas wyjątkowo ciepło – mimo, że zbliżała się godzina dziewiętnasta na ulicznym termometrze wciąż widniała liczba 39. Zameldowaliśmy się w studenckim akademiku w pobliżu Palcu Hiszpańskiego. Spędziliśmy na nim długie godziny. O każdej porze dnia i nocy warto tam przyjść! Najbardziej kolorowo jest po południu – w ukośnie padających promieniach słońca fasada mieni się wszystkimi kolorami tęczy. Upał łagodzi rozpryskująca s...

Miasto Rodos - tutaj stał Kolos Rodyjski

         Gdy będziecie na wyspie Rodos bezwzględnie powinniście ( wiem, na wakacjach nic nie trzeba!) odwiedzić jej stolicę – średniowieczne miasto Rodos. My Rodos wybraliśmy jako jeden z wielu punktów w naszej samodzielnej, samochodowej wycieczce. Mały spacer po starym mieście i porcie zajął nam 4 godziny. W tym godzinna biesiada z owocami morza w roli głównej na placu Hipokratesa. W mieście Rodos widać ślady burzliwej historii wysp Dodekanezu. Były one własnością Greków, Turków, Włochów, pod rządami Cesarstwa Rzymskiego i biznacjum. Wróciły do Grecji na mocy ustaleń paryskich w 1947 r. Trzeba wspomnieć, że rekonstrukcji zabytków średniowiecznych i starożytnych dokonali Włosi za czasów panowania Mussoliniego.