Przejdź do głównej zawartości

Majorka – Formentor -Alcudia - Polenca - spotkanie z wiatrem i ... kozą

Na Majorkę wybraliśmy się w kwietniu, we trójkę , z 10. letnią córką.
Wyspa ma opinię turystycznego i imprezowego raju. Ale i dla rodzin coś ciekawego się znajdzie. Zwłaszcza w kwietniu.
Po wylądowaniu w Palma de Mallorka i wypożyczeniu samochodu pojechaliśmy na północ wyspy.
Autostradą pokonanie odległości 50 km to naprawdę chwila jazdy. Zarezerwowaliśmy nocleg przez Internet w miejscowości Port de Alcudia, apartament w hotelu – 2 sypialnie , salon, kuchnia 4 noce dla 3 osób zapłaciliśmy w 2011 roku 108 Euro. W ogrodzie duży basen i jaccuzi. Na korzystanie z basenu było jeszcze za zimno, ale jaccuzi - jak najbardziej. Można było też opalać się na leżakach .
Na plażę z hotelu można dojść uliczkami w ok. 10 minut.

Plaża w Port de Alcudia jest jedną z najładniejszych na Majorce. Szeroka, z białym, drobniutkim piaskiem. Woda w tej zatoce daleko od brzegu jest płytka. Wzdłuż plaży stoją hoteliki , a raczej pensjonaty, najwyżej 3 piętrowe, ukryte w ogrodach. Poszliśmy plażą do tętniącego życiem centrum miasta i mariny. Polecam odwiedzenie baru tapas. Tapas, to dla dwóch osób, po szklaneczce wina lub piwa i przekąska. W barach tapas ta przekąska może być za każdym razem inna.
Czasem wybór należy do klienta, ale polecam dać się zaskoczyć i pozostawić wybór obsłudze J
Następnego dnia wyruszyliśmy od rana na wycieczkę na Półwysep Formentor. To jeden ze stałych punktów wycieczkowych.
       Tego dnia pogoda była bardzo słoneczna i wietrzna. Zatrzymywaliśmy się po drodze wielokrotnie. Pierwszy punkt widokowy na tej trasie jest pięknie obudowaną kamienną platformą. Wiatr od strony morza był tak silny, że co kilka minut z przyjemnością chowaliśmy się za niską ściankę, odgradzającą nas od stromego klifu.
Po jakimś czasie zaczęło się robić tu tłoczno , więc ruszyliśmy dalej. Na wąskiej drodze musieliśmy zmieścić się nie tylko z samochodami jadącymi z przeciwka, ale także z grupami rowerzystów. Te kręte, strome drogi , są świetnym miejscem treningowym.

      Na końcu docieramy do latarni morskiej na Formentorze. Mamy tutaj restaurację , w której można coś zjeść i wypić. Wieje bardzo. Nie przeszkadza nam to jednak podziwiać widoku różnobarwnych klifów wynurzających się z morza. Siedzimy sobie na ławeczce na tarasie latarni , gdy nagle za nami , w czymś, co mogłoby być kamiennymi donicami na kwiaty, pojawia się … koza. Wskoczyła sobie z dołu, z krzaków poniżej, i teraz chodzi wśród turystów, pobekując prosząco. Robi oczywiście furorę.
       Gdy już porządnie nas przewiało , a słońce opaliło , ruszamy z powrotem. W planach mamy zwiedzanie murów Alcudii. Tak na prawdę nie wiedziliśmy , że to miasto opasane jest starymi murami obronnymi, które są dostępne dla każdego. Wspięliśmy się na nie przy pierwszej bramie, przy której zaparkowaliśmy samochód i obeszliśmy, podziwiając z góry, sporą część miasta. Jesteśmy w okresie Świąt Wielkanocnych. Od tzw. Wielkiego Czwartku panuje tutaj świąteczny spokój. Drogi są pustawe. Jedynie na placach miast, w restauracjach i barach spotyka się sporo ludzi.

      Chodzimy sobie wąskimi uliczkami Alcudii, zaglądając na podwórka i patia, aż dochodzimy do dużego placu, zastawionego kawiarnianymi stolikami. Jak nakazuje tradycja – siadamy, żeby się czegoś napić.
Z dala od morza nie czuć wiatru, jest bardzo ciepło i przyjemnie. Kwitną kwiaty, przy ścianach wiją się różowe bugenwille i fioletowe glicynie.
     A my ruszamy już w kolejne piękne miejsce , do Polency. Południowoeuropejskie miasteczka są z jednej strony do siebie podobne, a jednocześnie każde ma swój specyficzny klimat. Na pewno znajdziemy w nich bezowe domki , kryte ceramiczną dachówką. Wszystkie skupione są blisko siebie, by dawać jak najwięcej nie przerwanego cienia w lecie pieszym w wąskich uliczkach. Każdy z domów ma drewniane, nieprzypuszczające promieni słonecznych okiennice. Ale każde z tych miasteczek jest inaczej położone. Polenca wyróżnia się położonym na wzgórzu, na które wspinamy się po kamiennych schodach między ogromnymi cyprysami, kościołowi. Na schodach siedzą grający na gitarach i trąbkach. Przed kościołem skręcamy w prawo i wychodzimy na duży punkt widokowy. Mamy stąd widok na miasteczko w dole, wciśnięte pod górę, którą tutaj doskonale widać. Po lewej widok na górzysty półwysep Formentor i morze.


Po zejściu na dół trafiamy na pochyły placyk, jakby przedłużenie schodów wiodących ze wzgórza, z ustawionymi stolikami, gdzie oczywiście zostajemy na kawie. Można tu też dobrze zjeść, wokół unosi się zapach obiadowych dań.

Czy warto odwiedzić Alcudię i Polence? Oczywiście ! Po to jedziemy do Hiszpanii , żeby poczuć jej klimat i podziwiać urodę.

A teraz wzdłuż zatoki między Alcudią a Port de Alcudia wracamy do hotelu, podziwiając sunących po falach serwerów i próbujących nauczyć się trudnej sztuki latania z żaglem kitserferów.


Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Symi - wyspa poławiaczy gąbek

        O Symi przeczytaliśmy w przewodniku i nie trzeba nas było zachęcać. Z portu Mandraki o 8 rano wypływa duży prom na Symi. Podróż trwała ok. 2 godzin. Na promie nie czuliśmy kołysania za to bardzo mocno wiało. Po wypłynięciu z portu w Rodos przez dłuższy czas mogliśmy podziwiać górzyste wybrzeże Turcji. Wkrótce nasza uwaga skierowała się na wyspę Symii. Kilka razy wydawało nam się , że w końcu nieprzyjazne wybrzeże zmieni się w sympatyczną gościnną zatokę. Nic z tego. Port, do którego wpływamy mieści się na północy wyspy. Za to widok jest tak niesamowity, że turyści zbierają się do wyjścia na długo przed przycumowaniem do nabrzeża. Symi to wyspa poławiaczy gąbek.  Nie ma dostępu do słodkiej wody. Dostarczana jest ona

Andaluzja między Sewillą a Kadyksem

Jesień w Andaluzji Po trzech latach wracamy do Hiszpanii, do Andaluzji. Znów lądujemy w Maladze, pakujemy się do wynajętego samochodu i ruszamy do Sewilli. To pierwszy punkt naszego dziesięciodniowego pobytu. Przejazd zajmuje nam około trzech godzin i najlepiej zapamiętałam bociany, które ogromnymi stadami krążyły nad podmiejskimi śmietniskami. W połowie września dolatują właśnie tutaj w drodze z Niemiec na kontynent afrykański. Nasze polskie bociany spotkaliśmy zgoła gdzie indziej, tym razem w drodze powrotnej przez Izrael do Europy. Sewilla przywitała nas wyjątkowo ciepło – mimo, że zbliżała się godzina dziewiętnasta na ulicznym termometrze wciąż widniała liczba 39. Zameldowaliśmy się w studenckim akademiku w pobliżu Palcu Hiszpańskiego. Spędziliśmy na nim długie godziny. O każdej porze dnia i nocy warto tam przyjść! Najbardziej kolorowo jest po południu – w ukośnie padających promieniach słońca fasada mieni się wszystkimi kolorami tęczy. Upał łagodzi rozpryskująca s...

Miasto Rodos - tutaj stał Kolos Rodyjski

         Gdy będziecie na wyspie Rodos bezwzględnie powinniście ( wiem, na wakacjach nic nie trzeba!) odwiedzić jej stolicę – średniowieczne miasto Rodos. My Rodos wybraliśmy jako jeden z wielu punktów w naszej samodzielnej, samochodowej wycieczce. Mały spacer po starym mieście i porcie zajął nam 4 godziny. W tym godzinna biesiada z owocami morza w roli głównej na placu Hipokratesa. W mieście Rodos widać ślady burzliwej historii wysp Dodekanezu. Były one własnością Greków, Turków, Włochów, pod rządami Cesarstwa Rzymskiego i biznacjum. Wróciły do Grecji na mocy ustaleń paryskich w 1947 r. Trzeba wspomnieć, że rekonstrukcji zabytków średniowiecznych i starożytnych dokonali Włosi za czasów panowania Mussoliniego.