Przejdź do głównej zawartości

Moszna - zamek 99 wieź i 365 komnat

Zamek , a właściwie pałac , Moszna wybudowany został na wzór bawarskich zamków. Po pożarze w 1896 r. ówczesnych właścicieli, rodzinę Huberta von Tiele-Winkler stać było na wszelkie ekstrawagancje. Do ocalałej, barokowej części pałacu dobudowano najbardziej okazałą część wschodnią w stylu neogotyckim z oranżerią, a następnie w latach 1911-1913 część zachodnią, neorenesansową.







W 1945 roku niemiecka rodzina Tiele-Winklerów opuściła Mosznę. Po wojnie stacjonowały tu wojska radzieckie. Wówczas wywieziono lub zdewastowano wnętrza zamku. Czego nie udało się zniszczyć Rosjanom, dopełniły inne instytucje, które zajmowały zamek w późniejszym okresie. Był tu np. ośrodek szkoleniowy dla służby bezpieczeństwa. Adepci bezpieki bawili się paląc w kominkach zbiorami bibliotecznymi lub klepkami podłogowymi.



Ostatnią isntystucją , która rezydowałana zamku do 2013 (!!) roku był Centrum Terapii Nerwic.

Od 2013 roku zamkowi przywracana jest jego ranga i świetność. Wspaniała bryła zamku, z 99 wieżami i 365 pomieszczeniami, nabiera blasku. Zamek otacza 200 ha park, którego najbardziej okazałą częścią jest aleja lipowa, z biegnącymi równolegle do drogi kanałami wodnymi, które można przekraczać po kilku mostach. Poza 300 letnimi dębami i równie starymi lipami mamy tu niesamowitą kolekcję rododendronów i różaneczników.

Ciekawostka  wież jest 99 podobno w celu uniknięcia wyższych podatków, które wzrastały w przypadku, gdy budowla miała więcej niż 100 wież. Bryła zamku pięknie prezentuje się od strony drogi dojazdowej. Z tej strony widać najwięcej detali, a zwłaszcza wież. Jednak jego wielkość i rozległość skrzydeł najlepiej widać od strony alei lipowej praku. Mamy tu sadzwkę z fontanną oraz taras między wschodnim i zachodnim skrzydłem .







Trafiłam tutaj w pewne upalne lipcowe przedpołudnie, zwiedzających było niewielu, a restauracja przygotowywana była na przyjęcie weselnych gości.

















Wnętrza powoli odzyskują swój blask i wystrój. To co udało się odzyskać, np. regały biblioteki wraca na swoje miejsca. Nie zdewastowano stałego wyposażenia budynku, np okazałej cedrowej schodowej , u podnóża której obecnie mieści się kawiarnia.











Oryginalne są także drewniane podłogi w pomieszczeniach na piętrze.  Włoskie portyki , lustro i biurko w dawnym gabinecie pana na zamku.

W dawnej kaplicy zamkowej, która ma wspaniałą akustykę ale robi dość przygnębiające wrażenie ,  odbywają się koncerty kameralne.

Godzinę zajęło nam spacerowanie po parku, a nie dotarliśmy nawet do mieszczącego się na końcu alei lipowej, za cokołem byłego pomnika Huberta von Tiele , cmentarza rodowego. Pomnik też został zniszczony prawdopodobnie przez funkcjonariuszy UB, którzy najpierw do niego strzelali, a w końcu zrzucili z cokołu.



Marzę by wrócić tu wiosną, gdy kwitną te wspaniałe, kilkumetrowej wysokości, rododendrony. I dla mnie park jest elementem najbardziej przyciągającym w otoczeniu bajkowego zamku Moszna..

Zamek zwiedza się z przewodnikiem około 60 minut. Osobno kupujemy bilety do parku (normalny 6 zł, ulgowy 4 zł)  i do zamku (normalny 10 zł, ulgowy 7 zł). Cena w lipcu 2015.



Link do strony  moszna-zamek

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Symi - wyspa poławiaczy gąbek

        O Symi przeczytaliśmy w przewodniku i nie trzeba nas było zachęcać. Z portu Mandraki o 8 rano wypływa duży prom na Symi. Podróż trwała ok. 2 godzin. Na promie nie czuliśmy kołysania za to bardzo mocno wiało. Po wypłynięciu z portu w Rodos przez dłuższy czas mogliśmy podziwiać górzyste wybrzeże Turcji. Wkrótce nasza uwaga skierowała się na wyspę Symii. Kilka razy wydawało nam się , że w końcu nieprzyjazne wybrzeże zmieni się w sympatyczną gościnną zatokę. Nic z tego. Port, do którego wpływamy mieści się na północy wyspy. Za to widok jest tak niesamowity, że turyści zbierają się do wyjścia na długo przed przycumowaniem do nabrzeża. Symi to wyspa poławiaczy gąbek.  Nie ma dostępu do słodkiej wody. Dostarczana jest ona

Andaluzja między Sewillą a Kadyksem

Jesień w Andaluzji Po trzech latach wracamy do Hiszpanii, do Andaluzji. Znów lądujemy w Maladze, pakujemy się do wynajętego samochodu i ruszamy do Sewilli. To pierwszy punkt naszego dziesięciodniowego pobytu. Przejazd zajmuje nam około trzech godzin i najlepiej zapamiętałam bociany, które ogromnymi stadami krążyły nad podmiejskimi śmietniskami. W połowie września dolatują właśnie tutaj w drodze z Niemiec na kontynent afrykański. Nasze polskie bociany spotkaliśmy zgoła gdzie indziej, tym razem w drodze powrotnej przez Izrael do Europy. Sewilla przywitała nas wyjątkowo ciepło – mimo, że zbliżała się godzina dziewiętnasta na ulicznym termometrze wciąż widniała liczba 39. Zameldowaliśmy się w studenckim akademiku w pobliżu Palcu Hiszpańskiego. Spędziliśmy na nim długie godziny. O każdej porze dnia i nocy warto tam przyjść! Najbardziej kolorowo jest po południu – w ukośnie padających promieniach słońca fasada mieni się wszystkimi kolorami tęczy. Upał łagodzi rozpryskująca s...

Miasto Rodos - tutaj stał Kolos Rodyjski

         Gdy będziecie na wyspie Rodos bezwzględnie powinniście ( wiem, na wakacjach nic nie trzeba!) odwiedzić jej stolicę – średniowieczne miasto Rodos. My Rodos wybraliśmy jako jeden z wielu punktów w naszej samodzielnej, samochodowej wycieczce. Mały spacer po starym mieście i porcie zajął nam 4 godziny. W tym godzinna biesiada z owocami morza w roli głównej na placu Hipokratesa. W mieście Rodos widać ślady burzliwej historii wysp Dodekanezu. Były one własnością Greków, Turków, Włochów, pod rządami Cesarstwa Rzymskiego i biznacjum. Wróciły do Grecji na mocy ustaleń paryskich w 1947 r. Trzeba wspomnieć, że rekonstrukcji zabytków średniowiecznych i starożytnych dokonali Włosi za czasów panowania Mussoliniego.