Przejdź do głównej zawartości

Zamek w Pszczynie - śladami księżnej Daisy



Jako miłośniczka zamku Książ, do którego wracam co roku, żeby odkrywać uroki tego miejsca i okolicy postanawiam wybrać się do drugiej rezydencji księżnej Daisy - zamku w Pszczynie.
Po kilku godzinach podróży samochodem docieramy do Pszczyny. Tablice informacyjne wskazują nam drogę na parking obok zamku. Nie ma problemu z pozostawieniem samochodu. Przez bramę wchodzimy na teren ogromnego, 156 hektarowego, parku krajobrazowego, otaczającego zamek. Pachnie skoszoną trawą. Idziemy alejką parkową, od strony północnej.



Zamek ukazuje nam się między drzewami, oświetlony słońcem, podchodzimy do niego z boku, więc nie robi wrażenia, że jest tak duży. Za to w oczy rzucają się nienaturalnie wielkie 'wazy' na murach otaczających tarasy.

Stojąc na tarasie przy wejściu do zamku z zachwytem obserwuję park, trawniki w dalszym i bliższym planie, drzewa, ścieżki i stawy.

Historia zamku w Pszczynie sięga XV wieku. Obecny kształt i formę zawdzięcza przebudowie z lat 1870-1876. Wówczas powstały mury obecnych tarasów, które zakryły parter budynku oraz reprezentacyjna, dwukondygnacyjna jadalnia. Obecnie to sala koncertowa.

Ostatnimi właścicielami zamku była bogata niemiecka rodzina Hochbergów. To ci sami potentaci, którzy rezydowali na zamku Książ.







Podczas I wojny światowej w zamku mieściła się kwatera cesarza Wilhelma II, który przebywał tutaj w specjalnie dla niego przygotowanych pokojach. Najbardziej znaną osobą z zamku Pszczyna jest oczywiście  Daisy, księżna Maria Teresa Corwallis-West.   To ona wprowadziła na zamek współczesne ... łazienki.  Kupujemy bilety i ilustrowany przewodnik. Jest świetny! Wyczerpująco opisuje , to co widzimy oraz porównuje z oryginalnym wyglądem pokojów z czasów, gdy były zamieszkane przez właścicieli.Od razu po wejściu zostajemy oczarowani, urzeczeni i stajemy jak wryci w westybulu. Ogromne kryształowe lustro, odbijające wnętrze - hipnotyzuje. Następnie zatrzymujemy się na pięknej klatce schodowej,, ozdobionej arrasem oraz kryształowym żyrandolem. Przepych tego miejsca poraża, a przecież jesteśmy dopiero na korytarzu!







Ściany zdobią trofea myśliwskie i obrazy, z sufitu zwisają ogromne lampy ozdobione koronami. Nie wiem, na czym skupić wzrok. Ogromne płótna, kryształowe lustra w złoconych ramach, rzeźbione i intarsjowane meble. I pytanie, które samo się nasuwa - jak to możliwe, że wszystko ocalało?
W lutym 1945, po ucieczce Niemców, powstał tu przyfrontowy szpital , który był tutaj do sierpnia 1945 roku. A już w maju 1946 roku zamek  w Pszczynie stał się muzeum i przyjmował pierwszych zwiedzających. Wyposażenie udało się uratować w zasadzie w całości. 

Najpiękniejszym miejscem i kulminacją zwiedzania jest jadalnia. Kryształowe żyrandole zwisające z sufitu, ogromne lustra kryształowe o powierzchni 14m2 , malowidła na suficie i ścianach .

Na zachwyt nad 3 piętrem, kolekcją broni, trofeami myśliwskimi, nie miałam już siły.





Po zwiedzaniu, przez Bramę Wybrańców przeszliśmy na pszczyński rynek. Urocze miejsce. Jest ławeczka, gdzie można zrobić sobie zdjęcie z rzeźbą księżnej Daisy, kilka kawiarni i restauracji. Obiad zjedliśmy w samoobsługowym barze, doskonałe jedzenie.









Pszczyna mnie po prostu olśniła i zwaliła z nóg. Tak bogatych wnętrz nie oglądałam w Polsce jeszcze nigdy.



Do tego park, z kawiarnią w wozowni, gdzie można odpocząć po zwiedzaniu i urocze stare miasto.

Koniecznie zobaczcie sami Muzeum Zamkowe w Pszczynie

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Symi - wyspa poławiaczy gąbek

        O Symi przeczytaliśmy w przewodniku i nie trzeba nas było zachęcać. Z portu Mandraki o 8 rano wypływa duży prom na Symi. Podróż trwała ok. 2 godzin. Na promie nie czuliśmy kołysania za to bardzo mocno wiało. Po wypłynięciu z portu w Rodos przez dłuższy czas mogliśmy podziwiać górzyste wybrzeże Turcji. Wkrótce nasza uwaga skierowała się na wyspę Symii. Kilka razy wydawało nam się , że w końcu nieprzyjazne wybrzeże zmieni się w sympatyczną gościnną zatokę. Nic z tego. Port, do którego wpływamy mieści się na północy wyspy. Za to widok jest tak niesamowity, że turyści zbierają się do wyjścia na długo przed przycumowaniem do nabrzeża. Symi to wyspa poławiaczy gąbek.  Nie ma dostępu do słodkiej wody. Dostarczana jest ona

Andaluzja między Sewillą a Kadyksem

Jesień w Andaluzji Po trzech latach wracamy do Hiszpanii, do Andaluzji. Znów lądujemy w Maladze, pakujemy się do wynajętego samochodu i ruszamy do Sewilli. To pierwszy punkt naszego dziesięciodniowego pobytu. Przejazd zajmuje nam około trzech godzin i najlepiej zapamiętałam bociany, które ogromnymi stadami krążyły nad podmiejskimi śmietniskami. W połowie września dolatują właśnie tutaj w drodze z Niemiec na kontynent afrykański. Nasze polskie bociany spotkaliśmy zgoła gdzie indziej, tym razem w drodze powrotnej przez Izrael do Europy. Sewilla przywitała nas wyjątkowo ciepło – mimo, że zbliżała się godzina dziewiętnasta na ulicznym termometrze wciąż widniała liczba 39. Zameldowaliśmy się w studenckim akademiku w pobliżu Palcu Hiszpańskiego. Spędziliśmy na nim długie godziny. O każdej porze dnia i nocy warto tam przyjść! Najbardziej kolorowo jest po południu – w ukośnie padających promieniach słońca fasada mieni się wszystkimi kolorami tęczy. Upał łagodzi rozpryskująca s...

Miasto Rodos - tutaj stał Kolos Rodyjski

         Gdy będziecie na wyspie Rodos bezwzględnie powinniście ( wiem, na wakacjach nic nie trzeba!) odwiedzić jej stolicę – średniowieczne miasto Rodos. My Rodos wybraliśmy jako jeden z wielu punktów w naszej samodzielnej, samochodowej wycieczce. Mały spacer po starym mieście i porcie zajął nam 4 godziny. W tym godzinna biesiada z owocami morza w roli głównej na placu Hipokratesa. W mieście Rodos widać ślady burzliwej historii wysp Dodekanezu. Były one własnością Greków, Turków, Włochów, pod rządami Cesarstwa Rzymskiego i biznacjum. Wróciły do Grecji na mocy ustaleń paryskich w 1947 r. Trzeba wspomnieć, że rekonstrukcji zabytków średniowiecznych i starożytnych dokonali Włosi za czasów panowania Mussoliniego.