To miał być dzień odpoczynku na plaży, jednak prognoza pogody nie zachęcała do plażowania. Rzeczywiście
ranek wstaje pochmurny. Deszczu z takich chmur nie będzie, ale
przyjemności z plażowania również nie.
Idealny dzień na Malagę. Na wyjazd zabraliśmy ze sobą przewodnik po Andaluzji sponsorowany przez hestię i … tego ze sobą nie bierzcie ! ;) Najlepszy przykład nieprzydatności przewodnika – informacja o Alcazabie i ruinach twierdzy w Maladze zajęła autorowi jedno zdanie. A zwiedzanie jej zajęło nam 2 godziny.
Po kolei . Z naszego hotelu ruszamy drogą A7 do centrum Malagi. Takimi drogami, mimo dużego porannego ruchu, dostajemy się do miasta w kilkanaście minut. Wjeżdżamy na podziemny parking przy porcie-marinie, w zasadzie na przeciw informacji turystycznej. Parking jest drogi, uprzedzam.
Wychodzimy z niego
na główną ulicę, która jest przedzielona parkiem, który
przypomina dżunglę. Jest ciepło i pochmurnie. Zapowiada się dobry
dzień na zwiedzanie. Wstępujemy do budynku informacji turystycznej
. Po informacji, że jesteśmy z Polski pan przechodzi na angielski,
co wcale w Hiszpanii nie jest takie oczywiste
. Będziemy tu jeden dzień - pan kiwa głową i wyciąga
odpowiednią mapkę, na wycieczkę jednodniową. Mają przygotowane
na 3 i 7 dniowe pobyty
Za plecami tego budynku zaczyna się stare miasto i Alcazaba . Przechodzimy na plac przed wejściem do Alcazaby i udajemy się na … kawę ! Będę o smaku kawy w Hiszpanii rozwodzić się przy każdej okazji. Zawsze piję czarną , czyli u nich espresso. Jedna taka kawa , z dodatkiem cukru, daje przyjemność i ‘kopa’ na cały dzień
Po wypiciu kawy idziemy do wejścia, w automacie kupujemy odpowiednie bilety – na oba obiekty Alcazabę i twierdzę. Wchodzimy w mury tej mauretańskiej budowli. Wszystko dostępne i wszystko do zobaczenia, dotknięcia i obfotografowania. Chodzi tutaj tylko kilka osób (może mieli taki sam przewodnik ;-) ) . Im dalej i wyżej wznosimy się w obrębach murów tym wspanialsze widoki na Malagę ukazują się naszym oczom. W Alcazabie można znaleźć , jak zwykle w mauretańskich twierdzach, mnóstwo ogrodów, ujęć wody, fontann i cieków, które przynosiły roślinom wodę , a ludziom przyjemną ochłodę w upalne dni.
Wchodzimy na mury twierdzy i możemy ją obejść dookoła - szczyt muru to wąski korytarz, osłaniający nas do ok 1,30 m. Korzystamy z tego podziwiając panoramę miasta, z katedrą , Alcazabą i portem.
Po godzinie
spędzonej na zamku, m.in. na zwiedzaniu zbrojowni, a przede
wszystkim obchodzeniu murów twierdzy, schodzimy na dół i zanurzamy
się w uliczki starego miasta. Po chwili spaceru wychodzimy na plac przed
katedrą. Jest olbrzymia, imponująca. Do katedry nie
wchodzimy , można oczywiście, wejście jest płatne. Pod tą
katerą, jak i pod innymi kościołami, których wcale nie ma tak
dużo!, siedzą żebrzący. I to w zasadzie jedyne miejsca, gdzie
widać jakieś oznaki biedy. Idziemy w jedną z bocznych uliczek, do
muzeum Picassa. O tak! Można skorzystać z okazji i zobaczyć prace
Mistrza. Nie znam się na sztuce, na malarstwie ani rzeźbie, jednak
czułam się wyróżniona mogąc tam być. Na bilet chwilę czekamy. Poza kupnem biletów prześwietlają bagaż, większe sztuki zatrzymują. Nie wolno robić zdjęć. Na początku fascynujący jest krótki film , pokazujący Picassa malującego pędzlem i białą farbą na szybie. Kilka pociągnięć pędzla i pojawia się postać, zwierzę , przedmiot. W muzeum są różnego typu prace Picassa ze zbiorów jego rodziny. W jednej z sal przed jednym z
obrazów odbywa się lekcja sztuki dla przedszkolaków.
| Promenada nadmorska |
Idealny dzień na Malagę. Na wyjazd zabraliśmy ze sobą przewodnik po Andaluzji sponsorowany przez hestię i … tego ze sobą nie bierzcie ! ;) Najlepszy przykład nieprzydatności przewodnika – informacja o Alcazabie i ruinach twierdzy w Maladze zajęła autorowi jedno zdanie. A zwiedzanie jej zajęło nam 2 godziny.
Po kolei . Z naszego hotelu ruszamy drogą A7 do centrum Malagi. Takimi drogami, mimo dużego porannego ruchu, dostajemy się do miasta w kilkanaście minut. Wjeżdżamy na podziemny parking przy porcie-marinie, w zasadzie na przeciw informacji turystycznej. Parking jest drogi, uprzedzam.
| Mury twierdzy |
Za plecami tego budynku zaczyna się stare miasto i Alcazaba . Przechodzimy na plac przed wejściem do Alcazaby i udajemy się na … kawę ! Będę o smaku kawy w Hiszpanii rozwodzić się przy każdej okazji. Zawsze piję czarną , czyli u nich espresso. Jedna taka kawa , z dodatkiem cukru, daje przyjemność i ‘kopa’ na cały dzień
Po wypiciu kawy idziemy do wejścia, w automacie kupujemy odpowiednie bilety – na oba obiekty Alcazabę i twierdzę. Wchodzimy w mury tej mauretańskiej budowli. Wszystko dostępne i wszystko do zobaczenia, dotknięcia i obfotografowania. Chodzi tutaj tylko kilka osób (może mieli taki sam przewodnik ;-) ) . Im dalej i wyżej wznosimy się w obrębach murów tym wspanialsze widoki na Malagę ukazują się naszym oczom. W Alcazabie można znaleźć , jak zwykle w mauretańskich twierdzach, mnóstwo ogrodów, ujęć wody, fontann i cieków, które przynosiły roślinom wodę , a ludziom przyjemną ochłodę w upalne dni.
Wychodzimy z
Alcazaby by przejść do twierdzy. Wejście na górę zajmuje ok. 15
minut i jest dość strome. Jest południe i …wychodzi słońce.
Przyjemne zwiedzanie pod osłoną chmur się kończy. Zaczyna być
gorąco. Narzekam na słońce!!
Widok na Malagę z tej wysokości robi wrażenie. Miasto od północy
opiera się o stoki gór, od południa zaś zanurza się w Morzu
Śródziemnym. W najbliższym sąsiedztwie widzimy arenę do walk
byków. Możemy jej się przyjrzeć – mamy ją u stóp. Dalej port
i marina, a w głębi wybrzeże Costa del Sol. Robimy mnóstwo zdjęć
z różnych miejsc i z różnych ujęć.
Po wejściu na
sama górę okazuje się, że można na wzgórze, pod samą bramę
podjechać autobusem wycieczkowym lub taksówką. Korzystają z tego
turyści bardziej wiekowi Wchodzimy na mury twierdzy i możemy ją obejść dookoła - szczyt muru to wąski korytarz, osłaniający nas do ok 1,30 m. Korzystamy z tego podziwiając panoramę miasta, z katedrą , Alcazabą i portem.
| Katedra w Maladze |
Po wyjściu z
muzeum szukamy miejsca na lunch. Siadamy na tyłach katedry i zjadamy
coś szybkiego. A potem krążymy po uliczkach starego miasta. Jest
coraz więcej ludzi, coraz ładniej, coraz bardziej wielkomiejsko. W
końcu trafiamy na ulicę, którą latem osłaniają
charakterystyczne płachty płótna żaglowego, rozpięte między
budynkami, dając cień i trochę ulgi na wyłożonych kamieniem, nagrzanych słońcem , ulicach.
Jest gorąco więc
zmierzamy szybko w stronę parku, który przecięliśmy w drodze z
parkingu do miasta. Delektujemy się widokiem ruchliwej szerokiej
arterii miasta ,obsadzonej palmami, a potem zanurzamy w zieleń
parku. Bananowce, palmy, araukarie, róże i gatunki, których nie
znam i nie muszę znać. Jest gęsto , chłodno i przyjemnie. Parki w
Hiszpanii urzekły mnie fantastycznym rozwiązaniem, które polega na
tym, że idąc przez park odkrywasz co krok inne oblicze tego
miejsca. Ścieżki prowadzone są tak, że mijając kolejne zakręty
odsłania się coś zupełnie nowego; a to placyk z fontanną, a to
kępa wyjątkowo ozdobnych traw czy kwitnących roślin. I tylko
momentami zdajemy sobie sprawę, że znajdujemy się na pasie zieleni
między ruchliwymi ulicami, bo przecież hałasu nie da się
całkowicie wyeliminować.
Dochodzimy do
końca parku, przechodzimy przez ulicę i już jesteśmy w porcie
jachtowym. Wzdłuż wybrzeża ciągną się restaurację i butiki w
nowoczesnym stylu. Nad szerokim chodnikiem powiewają rozciągnięte
na metalowych konstrukcjach białe płótno żaglowe. Czuje się na
prawdę światowo. W porcie stoi potężny trójmasztowiec, na brzegu
palmy ,a w tle katedra i alcazaba. Już wiem skąd się biorą
pocztówkowe zdjęcia Malagi Mogę sobie wyobrazić, że spędzał tu czas Antonio Banderas, który z Malagi pochodzi. Ma w pobliżu dom, dokładnie w Marbelli na Costa del Sol.
I tak nasz dzień
w Maladze, który miał być leniwym spacerem po starym mieście ,
stał się całodziennym chodzeniem i odkrywaniem różnych odsłon
tego miasta. Pełni wrażeń wracamy po samochód, płacimy słony 'haracz' za parking przy promenadzie, wskakujemy na autostradę i wracamy w
popołudniowym słońcu do hotelu. Mamy w planach pobyt na plaży .
Morze jest spokojne i ciche. Leżymy na piasku na prawie pustej plaży
majowego Costa del Sol.
Komentarze