Gdzie pojechać tanio? Gdzie odpocząć i się nie nudzić? Gdzie pojechać na długi weekend ? Gdzie spędzić majówkę? Znajdziesz tutaj inspirację . Więc czytaj, a potem pakuj się i ruszaj w podróż!
Ostatni dzień spędzamy na plaży. Ok 18 plażowania mamy już dość . Postanawiamy
jechać na lotnisko wcześniej i zajrzeć do polecanej przez obsługę
hotelu i przewodnik miejscowości Mijas. Na plaży wiatr przyjemnie chłodził,
ale na ulicach już tego efektu nie czuć, jest gorąco. Nie mogę
się zmusić by wciągnąć na siebie nawet cienkie jeansy, pozostaje w krótkich spodniach. Ruszamy w kierunku Malagi. Do Mijas rzeczywiście
jest blisko, wkrótce z A7 odbija droga do położonego w górach
białego miasteczka, tyle że droga idzie bardzo stromo w górę.
Koniec podjazdu piłujemy już na dwójce, ale nasze „wozidełko”
daje radę.
Zostawiamy samochód na skraju miasteczka , bo żal nam
siedzieć w środku, gdy wokół biegną wąskie uliczki tego uroczego miasta.
Jest cudowne , jak
z bajki! Całe białe domki, z okiennicami, oknami ozdobionymi
I nadszedł dzień
naszej ostatniej wycieczki po Andaluzji. Zaplanowaliśmy sobie wyjazd do
Gibraltaru. Gibraltar to angielska enklawa w Hiszpanii . Jedziemy
oczywiście autostradą A7 , a potem AP7, co powoduje, że to 60 km
mija błyskawicznie. Płacimy za odcinek (maj 2013r ) 2,75 EURO. Po drodze
kilka razy mijamy reklamę z informacją o możliwości zakupu biletu
na prom do Tangeru. Powiało Marokiem. Kierujemy się cały czas na
Algaciras. Nigdzie po drodze nie ma kierunkowskazu Gibraltar. W
zasadzie ta nazwa pojawia się dopiero po zjechaniu z autostrady A7 w
boczną drogę w kierunku miejscowości Line. Skała cały czas
bieleje przed nami. Tak na prawdę nie wiemy jak daleko od niej jesteśmy.
Wypożyczonym samochodem nie możemy przekroczyć granicy między
Hiszpanią a Wielką Brytanią, więc decydujemy się zostawić
samochód na parkingu przy marinie. Okazało się, że to dobry
pomysł. Za postój całodniowy zapłaciliśmy 5 EURO, a do przejścia
granicznego było może z 500 metrów. Przechodzimy przez przejście
okazując paszporty. Witają nas mili urzędnicy i oferują darmową
mapę Gibraltaru. Pytam jak długo wchodzi się na górę. Pani
śmieje się serdecznie ‘Długo’ oznajmia. Wiemy już, że skorzystamy
z wjazdu kolejką linową na górę. Kawałek dalej , za przystankiem miejskiego
,piętrowego jak to w Wielkiej Brytanii , autobusu przemili kierowcy busów oferują
zwiedzanie skały z 4 przystankami w półtorej godziny. Fajnie,
tylko nie do końca jesteśmy pewni, czy ta przyjemność u nich to
115 czy 50! EURO. Rzut oka na mapę z informacją, że długość
tego półwyspu to 4 km , więc nie ma o czym mówić – idziemy
pieszo. Dziękujemy grzecznie
To miał być dzień odpoczynku na plaży, jednak prognoza pogody nie zachęcała do plażowania. Rzeczywiście
ranek wstaje pochmurny. Deszczu z takich chmur nie będzie, ale
przyjemności z plażowania również nie.
Promenada nadmorska
Idealny dzień na
Malagę. Na wyjazd zabraliśmy ze sobą przewodnik po Andaluzji
sponsorowany przez hestię i … tego ze sobą nie bierzcie ! ;)
Najlepszy przykład nieprzydatności przewodnika –
informacja o Alcazabie i ruinach twierdzy w Maladze zajęła autorowi
jedno zdanie. A zwiedzanie jej zajęło nam 2 godziny.
Po kolei . Z
naszego hotelu ruszamy drogą A7 do centrum Malagi. Takimi drogami,
mimo dużego porannego ruchu, dostajemy się do miasta w kilkanaście
minut. Wjeżdżamy na podziemny parking przy porcie-marinie, w
zasadzie na przeciw informacji turystycznej. Parking jest drogi,
uprzedzam.
Mury twierdzy
Wychodzimy z niego
na główną ulicę, która jest przedzielona parkiem, który
przypomina dżunglę. Jest ciepło i pochmurnie. Zapowiada się dobry
dzień na zwiedzanie. Wstępujemy do budynku informacji turystycznej
. Po informacji, że jesteśmy z Polski pan przechodzi na angielski,
co wcale w Hiszpanii nie jest takie oczywiste
. Będziemy tu jeden dzień - pan kiwa głową i wyciąga
odpowiednią mapkę, na wycieczkę jednodniową. Mają przygotowane
na 3 i 7 dniowe pobyty
Wstaje kolejny
piękny dzień, widok z naszego tarasu zapiera dech w piersiach.
Zdecydowanie pani z recepcji nie zmyślała mówiąc, że widać tu
Maroko . Powiedziała, że daje nam pokój z najładniejszym
widokiem. Hiszpanie są bardzo pozytywnie nastawieni do turystów. Zatrzymaliśmy się w miejscowości Miraflores na Costa del Sol , w jednym z wielu hoteli wynajmujących apartamenty. Widać wybrzeże
Afryki i to całkiem dobrze, a jeszcze lepiej widać skałę
Gibraltaru. Jest tak blisko, że wydaje się niemożliwe, że dzieli
nas 50 km. Odwiedziny makaków mamy w planach na późnej. Dziś zaś
zamierzamy pojechać do Rondy. Miasta położonego na ostańcowych
skałach. Jednego z najbardziej ‘niebezpiecznie pieknie’
położonych miast w Europie.
Wieczorem
sprawdziliśmy, którymi ulicami pójdziemy do Alhambry i o której
musimy wyjść , więc rano byliśmy gotowi przed 8 . Ruszyliśmy
uśpionymi, sobotnimi ulicami w kierunku starego miasta. Minęliśmy
z prawej katedrę i na przeciw pomnika Izabeli na placu Izabeli
poszliśmy na kawę i croissanta.
I
tak dobrze zaczął się nasz dzień w Granadzie. Przejście przez
park do wejścia do Alhambry o 8 rano to feria zapachów,
światłocieni i szumów. Zewsząd dobiega dźwięk spadającej lub
sączącej się wody. Zieleń jest wszechogarniająca, chłodna
wilgoć odświeżająca. Chwile poczekaliśmy
I przyszedł czas realizacji kolejnego marzenia czyli zobaczenia na własne oczy Alhambry. Kiedyś obejrzałam program 80 ogrodów dookoła świata o najpiękniejszych i najciekawszych ogrodach i ogrody Alhambry były jednym z tych najpiękniejszych. Tanimi liniami polecieliśmy na początku maja z Wrocławia do Malagi. Lot trwa 2h 40 min. Jak zwykle przez internet zarezerwowalismy sobie noclegi oraz samochód.
Przylecieliśmy
w piątek ok. 13.30. kolejki przy stoiskach wypożyczalni
GIGANTYCZNE. Gdy zobaczyłam pierwszą - nogi się pode mną ugięły
– to była kolejka na 3 godz stania! Całe szczęście
To ostatnia nasza wycieczka na Rodos.
Jedziemy do, wymienianej w wielu przewodnikach, Doliny Motyli. Tak na prawdę to ćmy o niezwykłym ubarwieniu . Gdy siedzą na skałach i pniach drzew ze złożonymi skrzydłami tworzą dziwne geometryczne wzory, ale spłoszone błyskają pomarańczowymi skrzydłami. Dolina jest wilgotna, płynieprzez nią strumień, są zbiorniki wodne. Ćmy są chronione
Nadal nie napisałam, czy udało nam się zgubić na wyspie Rodos. Otóż udało nam się zgubić turystów jednego dnia aż 3 razy :)
Pierwszy raz - gdy o 9 rano szliśmy ulicami miasteczka Aechangelos. To największe miasto na wyspie utrzymujące się nadal głównie z rolnictwa. Leży przy drodze między Lindos a Rodos. Po co tam pojechaliśmy? Po to by zobaczyć nie skażone turystką miasto. W tawernach siedzą sobie starsi i młodsi mieszkańcy, na ulicach trudno przejść wśród wszędobylskich skuterów, sprzedawcy z wnętrza sklepów pokrzykiwali na znajomych na ulicach, młodzież wyglądała jakby dopiero wracała z nocnej imprezy. Stanowliśmy chyba rozrywkę dla tubylców. Na pewno dziwili się, co robią turyści w tym miejscu :)
W panoramie Archangelos rzucją się w oczy dwie budowle - koronkowa
Gdy będziecie na
wyspie Rodos bezwzględnie powinniście ( wiem, na wakacjach nic nie
trzeba!) odwiedzić jej stolicę – średniowieczne miasto Rodos.
My Rodos wybraliśmy jako jeden z wielu punktów w naszej
samodzielnej, samochodowej wycieczce. Mały spacer po starym mieście
i porcie zajął nam 4 godziny. W tym godzinna biesiada z owocami
morza w roli głównej na placu Hipokratesa.
W mieście Rodos
widać ślady burzliwej historii wysp Dodekanezu. Były one
własnością Greków, Turków, Włochów, pod rządami Cesarstwa
Rzymskiego i biznacjum. Wróciły do Grecji na mocy ustaleń
paryskich w 1947 r.
Trzeba wspomnieć,
że rekonstrukcji zabytków średniowiecznych i starożytnych
dokonali Włosi za czasów panowania Mussoliniego.