już przyzwyczailiśmy się, że na weekendy, a zwłaszcza długie weekendy , jeździmy albo na północ albo na południe kraju. Przysłowiowe morze, góry i Mazury trzymają się mocno. Żeby to przełamać ruszyłam do Kłodawy. Kto nie słyszał o soli kłodawskiej niech rzuci garścią soli przez lewe ramie i splunie po trzykroć. A kto słyszał o najgłębiej położonej Sali koncertowej wykutej w soli ,w której odbył się koncert symfoniczny wpisany do Księgi Rekordów ?
Ku naszemu zaskoczeniu odkrywamy, że w muzeum są również inne ciekawe wystawy - jest tu np. największa kolekcja grafik Jacka Malczewskiego. Wystawa przepięknej biżuterii i strojów z dwudziestolecia międzywojennego.
przenośni. Szkice i projekty witraży można obejrzeć w Muzeum Miejskim w Turku , jak i niedużą wystawę obrazów Józefa Mehoffera, artysty znanego w Europie, którego witraże podziwiają Szwajcarzy we Fryburgu czy Onnens ,oraz Czesi w Opawie, a my mamy ją w wielkopolskim Turku.
Do Kopalni Soli w Kłodawie dostać się nie jest tak łatwo, bo czynna jest tylko w dni robocze, w dni pracy kopalni. Bo Kłodawa to czynna kopalnia soli. Bilety warto kupić wcześniej, przez Internet.
A więc jedziemy do kopalni w piątek, na dziesiątą. Niby blisko, a jednak zarezerwujcie sobie odrobinę więcej czasu; na dojazd do kopalni i na zaparkowanie przy niej.
Kopalnie kojarzą nam się z terenem podgórskim, z Dolnym i Górnym Śląskiem, może z Małopolską. Oczywiście mamy tez kopalnie odkrywkowe w centralnej Polsce ( swoja droga to też warto zobaczyć) ,
Ale skąd tutaj kopalnia z szybem i zjazdem pod ziemię ?
Kopalnia soli Kłodawa wydobywa sól z tzw. wysadu solnego – ogromnej bryły soli, która została wypchnięta z głębi ziemi , między łupkami i iłami, i przez naturę została gliną zabezpieczona przed zalaniem i wypłukiwaniem. (O tym wszystkim opowiedzą Wam przewodnicy-górnicy)
Tyle naturalnych zbiegów okoliczności, żebyśmy mogli wsiąść do ‘szoli’ i zjechać 520 metrów pod ziemię. Kopalnia Soli Wieliczka ma 100 metrów głębokości , a tu zjeżdżamy 590 metrów i … chodzimy po soli.
To kolejny dobry powód, żeby odwiedzić Kłodawę – dwie godziny gratisowego pobytu w grocie solnej. Kopalniane korytarze są drążone soli, zabezpieczone sola i podparte solą.
Chodzicie po soli, oglądacie sól i dotykacie soli. Białej, szarej i różowej, tej najładniejszej . Niebieską zobaczycie tylko w rękach przewodników, bo nie jest jej tak dużo żeby móc podziwiać ją w ścianach .
Koni, wozów i koszów do wynoszenia urobku tu nie ma, bo kopalnia powstała w latach 60tych XX wieku , więc ma ledwie 70 lat, za to zobaczycie niezwykłe korytarze , przejścia i ogromne sale, które są tak na prawdę komorami
Wydobywczymi. W tym wspomnianą na początku salę koncertową o wielobarwnych ścianach i sklepieniu.
A na koniec wycieczki możecie z góry urobku zabrać tyle brył soli , ile udźwigniecie. I powiem tylko, że po tym co usłyszałam podczas wizyty w Kopalni Soli w Kłodawie innej soli niż kłodawska już nie używam J
A to dopiero początek wycieczki po okolicy Konina. Teraz ruszamy do miasta. Nad jeziorem, które jest tak naprawdę zalanym wyrobiskiem kopalni odkrywkowej węgla brunatnego, odwiedzamy zamek biskupi, który pełni obecnie funkcję Muzeum Pojechaliśmy oglądać kości i rekonstrukcję słonia leśnego. Podczas wydobycia węgla brunatnego odkryto również skamieliny dawnych zwierząt. Słoń leśny został zrekonstruowany i możemy zmierzyć się z jego wielką stopą lub z platformy na wysokości pierwszego pietra spojrzeć mu w oczy.
Ku naszemu zaskoczeniu odkrywamy, że w muzeum są również inne ciekawe wystawy - jest tu np. największa kolekcja grafik Jacka Malczewskiego. Wystawa przepięknej biżuterii i strojów z dwudziestolecia międzywojennego.
Makiety kopalni odkrywkowych , z ich maszynami przypominającymi jurajskie potwory.
Jest wystawa ceramiki - fajansu, z którego okolica niegdyś słynęła. To mnie natchnęło pomysłem na kolejna wystawę – we Włocławku.
Na koniec zwiedzamy jeszcze niewielki skansen górniczy i wystawę etnograficzną.
Ale jest jeszcze jeden obiekt do zobaczenia – przeniesiony do Gosławic XVIII dworek Kurnatowskich z Ruszkowa pod Kołem , w którym można obejrzeć, jak wyglądało wyposażenie dworku w XVIII i XIX wieku oraz wystawę poświęcona pisarce Zofii Urbanowskiej.
Po zwiedzeniu Kłodawy oraz muzeum w Koninie zahaczamy po drodze o stalowego potwora – stojąca obecnie w sercu niczego potężną pokopalniana koparkę „Dolores” w Wielopolu, która, jak wyrzut sumienia, wygraża niebu stalowym ramieniem.
Piękne i przerażające zarazem monstrum.
Nie dobrze wracać z wycieczki z niemiłym wspomnieniem, więc na koniec zahaczamy o Turek. Tutejsza bazylika to najdziwniejszy, w pozytywnym słowa znaczeniu, kościół jaki zobaczycie. Przecudnie barwne witraże i kolorowe polichromie Józefa Mehoffera przyprawiają o zawrót głowy. Dosłownie i w
przenośni. Szkice i projekty witraży można obejrzeć w Muzeum Miejskim w Turku , jak i niedużą wystawę obrazów Józefa Mehoffera, artysty znanego w Europie, którego witraże podziwiają Szwajcarzy we Fryburgu czy Onnens ,oraz Czesi w Opawie, a my mamy ją w wielkopolskim Turku.
Muzeum – dom Józefa Mehoffera na pewno zwiedzaliście będąc w Krakowie, na ulicy Krupniczej, a jego dzieło jest do zobaczenia tu.
Jeśli oczywiście znajdziecie na to wszystko siły. My znaleźliśmy tylko dlatego, że całą wycieczkę rozłożyliśmy na dwa dni, do czego i Was zachęcam.
A cos naprawdę pysznego, w miłych okolicznościach przyrody nad jeziorkiem możecie zjeść w Marina GAJ (w oddali w popołudniowym słońcu błyszczy kopuła Licheniu ). 

Komentarze