W wąwozie jest duszno i bardzo wilgotno. Tam gdzie szlak biegnie po śliskich skałach trzeba bardzo uważać. W przeważającej części idzie się po drewnianych pomostach, wyglądajacych jak przewrócone drabiny o szerokich szczeblach, przymocowanych do skał. W dole płynie rzeka, która ten wawóz wyżłobiła.
W miejscach, gdzie trzeba przekroczyć kolejne progi doliny, rzeka spada kaskadami, a turyści muszą prześć po metalowych drabinach , klamrach lub stalowych podestach. W tych miejscach przewaznie ustawiała się mała kolejka, bo wejście na drabinę i przeciśnięcie się na górze przez jakiś skalny załom zabira kazdemu trochę czasu.
Pod górę szliśmy ok 2 godziny, w dół 1 godzinę. Mozna sobie ten czas jeszcze skrócić. Na rozstaju szlaków przy szosie na górze jest wypozyczalnia rowerów, które oddaje się na dole. Przy wejściu / wyjściu do Słowackiego Raju jest kilka sklepików i restauracji. Zjedlismy pyszny dwudaniowy obiad za kilka EURO.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz