Przejdź do głównej zawartości

Tatry Słowackie - w Dolinie Stroleśnej kozice mi z rąk jadły

Dolna Staroleśna
      Ostatni dzień w Tatrach Słowackich przeznaczamy na Dolinę Stroleśna. Jest najbardziej dzika i .. posępna. Coś w tym jest. Pogodę mamy w tym dniu specyficzną; na dole świeci słońce , nad szczytami Tatr wiszą chmury.
      Jedziemy do Smokowca wcześnie, łapiemy kolejke na Hrebieniok o 8:30. Później spacerek do Chaty Reinera . Poprzednio odbijalismy w prawo, szlakiem czerwonym do Chaty Zamkowskich i teraz także większość turystów idzie w tamtą stronę. My idziemy prosto, szlakiem niebieskim. Mijamy dosłownie kilka osób, w tym jednego tragarza z nieludzko obciążonym nosidłem na plecach. Jest chłodno, mamy kijki, więc drogi nam ubtwa dośc szybko.
     Na początku szlak jest nudną ścieżką wśród drzew i kosówki, mozolnie pnącym się pod górę. Po 1,5 godzinie dochodzimy do miejsca, gdzie zaczyna się strome podejście do górnej części doliny. Idziemy po nierówno rozmieszczonych jamiennych stopniach. Cały czas towarzyszą nam pogwizdywania świstaków, a gdy zatrzymuję się na odpoczynek dosłownie nad moją głową pojawiaja się dwa łebki kozic. Są ciekawskie i spokojne, bo cóż możemy im zrobić, gdy bezpiecznie stoją wysoko na skałach?

     W końcu pokonujemy podejście i ukazuje nam się pierwszy staw, malutki. Wygląda jakby przed chwilą wsypało się do niego kilka ton kamieni. Cała dolina 'zasypana' jest piargiem. Bez słońca widok jest dość ponury. Daleko przed sobą widzimy mały budynek Zbójnickiej Chaty. Jest zimno, więc nie odpoczywamy długo tylko idziemy wprost do schroniska , mijając kolejne stawy.
     W schronisku skromnie, pijemy gorącą słodka herbatę i przeglądamy mape. Jest dopiero 11, zmęczeni nie jestesmy , więc postanawiamy wejść wyżej , na przełęcz Rohatka (Przełom) i zejśc do Doliny Wielickiej.
      Po krótkim odpoczynku ruszamy na szlak, jak większośc ludzi, któryz byli z nami w schronisku. Najpierw schodzimy na dno doliny, gdzie w wielu miejscach leży jeszcze sporo śniegu. A potem zaczynamy podchodzenie pod dobrze widoczną przełęcz. Robi się już na prawde bardzo zimno. Ubieramy wszystko co mielismy ze sobą. Ewie bardzo marzną ręcę. Momentami warstwa chmur robi się cieńsza i wówczas jest całiem przyjemnie, ale to tylko chwile.
      Im wyżej wchodzimy tym robi się niebezpieczniej. Szlak nie jest umocniony i kamienie wyjeżdżają spod stóp. Robi się stromo. Kijki wyladowały już wplecaku. idziemy pomagajac sobie rękoma. Szlak jest nieoczywisty, więc kazdy szuka przejścia na własna rekę. Kamienie sypią nam się na głowy. W końcu dochodzimy do kominka, który wyprowadza na przełęcz. Są tu kawałki łańcuchów i slady po innych udogodnieniach. Na przełęczy siedzi już kilka osób. Ewie rece dosłownie zgrabiały, a po drugiej strony ... pion i metalowe klamry i drabiny. A widok piękny!
Przełecz Przełom
      Nic z tego. Musimy wracać, jak przyszliśmy. Najpierw zsuwamy się na szanownych 4 literach, pózniej idziemy tyłem na czworakach, aż znajdujemy sie w bezpiecznym i mniej stromym terenie . Zimno gna nas w dół. Nie zatrzymujemy się w schronisku, tylko schodzimy w dół. Na Hrebienioku jest cieplutko. 15.08. bardzo dużo jednodniowych turystów z Polski. Zdradzają ich ... buty ;-)
To koniec słowckich tatrzańskich przygód na ten rok .
Ze wzglęu na spokój, wybór szlaków i brak tłumów Słowacja bardzo mi odpowiada.


Zbójnicka Chata w Dolinie Staroleśnej

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Symi - wyspa poławiaczy gąbek

        O Symi przeczytaliśmy w przewodniku i nie trzeba nas było zachęcać. Z portu Mandraki o 8 rano wypływa duży prom na Symi. Podróż trwała ok. 2 godzin. Na promie nie czuliśmy kołysania za to bardzo mocno wiało. Po wypłynięciu z portu w Rodos przez dłuższy czas mogliśmy podziwiać górzyste wybrzeże Turcji. Wkrótce nasza uwaga skierowała się na wyspę Symii. Kilka razy wydawało nam się , że w końcu nieprzyjazne wybrzeże zmieni się w sympatyczną gościnną zatokę. Nic z tego. Port, do którego wpływamy mieści się na północy wyspy. Za to widok jest tak niesamowity, że turyści zbierają się do wyjścia na długo przed przycumowaniem do nabrzeża. Symi to wyspa poławiaczy gąbek.  Nie ma dostępu do słodkiej wody. Dostarczana jest ona

Andaluzja między Sewillą a Kadyksem

Jesień w Andaluzji Po trzech latach wracamy do Hiszpanii, do Andaluzji. Znów lądujemy w Maladze, pakujemy się do wynajętego samochodu i ruszamy do Sewilli. To pierwszy punkt naszego dziesięciodniowego pobytu. Przejazd zajmuje nam około trzech godzin i najlepiej zapamiętałam bociany, które ogromnymi stadami krążyły nad podmiejskimi śmietniskami. W połowie września dolatują właśnie tutaj w drodze z Niemiec na kontynent afrykański. Nasze polskie bociany spotkaliśmy zgoła gdzie indziej, tym razem w drodze powrotnej przez Izrael do Europy. Sewilla przywitała nas wyjątkowo ciepło – mimo, że zbliżała się godzina dziewiętnasta na ulicznym termometrze wciąż widniała liczba 39. Zameldowaliśmy się w studenckim akademiku w pobliżu Palcu Hiszpańskiego. Spędziliśmy na nim długie godziny. O każdej porze dnia i nocy warto tam przyjść! Najbardziej kolorowo jest po południu – w ukośnie padających promieniach słońca fasada mieni się wszystkimi kolorami tęczy. Upał łagodzi rozpryskująca s...

Miasto Rodos - tutaj stał Kolos Rodyjski

         Gdy będziecie na wyspie Rodos bezwzględnie powinniście ( wiem, na wakacjach nic nie trzeba!) odwiedzić jej stolicę – średniowieczne miasto Rodos. My Rodos wybraliśmy jako jeden z wielu punktów w naszej samodzielnej, samochodowej wycieczce. Mały spacer po starym mieście i porcie zajął nam 4 godziny. W tym godzinna biesiada z owocami morza w roli głównej na placu Hipokratesa. W mieście Rodos widać ślady burzliwej historii wysp Dodekanezu. Były one własnością Greków, Turków, Włochów, pod rządami Cesarstwa Rzymskiego i biznacjum. Wróciły do Grecji na mocy ustaleń paryskich w 1947 r. Trzeba wspomnieć, że rekonstrukcji zabytków średniowiecznych i starożytnych dokonali Włosi za czasów panowania Mussoliniego.