Przejdź do głównej zawartości

Tatry Słowackie dla średnio zaawansowanych- Dolina Kiezmarska

Dolina Kiezmarska - od Matlar- Dolina Zielona Kiezmarska - Schronisko przy Zielonym Stawie Kiezmarskim - Biały Staw
Na początek naszego pobytu na Słowacji, na pierwszy spacer, wybieramy Dolinę Kiezmarską. Szlak do Zielonego Stawu Kiezmarskiego przewidziany jest na ok. 3 godziny. Ruszamy z parkingu przy przystanku Matlary. Stoło tam kilka samochodów, ale na szlaku wkrótce zostajemy sami.  Droga jest szeroka, kamienista i cały czas lekko pnie się w górę.Kijki są bardzo pomocne . Cały czas idziemy przez las, a towarzyszy nam szum górskiego strumienia. Dzień jest pogodny i ciepły w pierwszej połowie sierpnia 2013 r. Dopiero po 2 godzinach dochodzimy do miejsca, gdzie zaczynają się bardziej rozległe widoki, w zasadzie już na otoczenie Zielone Stawu. Po chwili pokazuje nam się budyneczek schroniska, w dole pod nim szum turbiny prądotwórczej, a za nim widok na potężne ściany Kiezmarskiej Kopy, Kiezmarskiego Szczytu, Łomnicy, Durnego, Baranich Rogów , Kołowego i Jastrzębiej Turni.



W schronisku kilka osób zajada haluszki lub gęste zupy. Na tarasie delektują się kawą lub piwem. Ciszę przerywa tylko dźwięk turbiny. My też jemy specjały ze schroniskowej kuchni i podziwiamy widok na turkusową taflę jeziora.

Odpoczywamy, jest jeszcze wcześnie, nie chcemy jeszcze wracać . Przeglądam mapę i decydujemy się na półgodzinny spacer w górę, czerwonym szlakiem, do Białego Stawu. Szlak pnie się w górę wąską kamienistą ścieżką , w gęstej kosodrzewinie. Na kamieniu natykamy się prawdopodobnie na ślad po jagodowej wyżerce tatrzańskiego misia. Troszkę mi nieswojo, ale nic nie mówię, ze względu na dziecko . Zaczynam się rozglądać, czy ktoś jeszcze nie idzie z nami. Akurat panuje cisza! I nagle w kosodrzewinie nerwowy ryk. Znacznie przyspieszamy nasz marsz i z ulgą wychodzimy na polanę przy stawach. Siadamy na rozstajach szlaków, na kwiecistej łączce. Mamy przed oczami amfiteatr szczytów otaczających górną część Doliny Kiezmarskiej, wierzchołki raz po raz toną w chmurach. W dół ruszamy szlakiem niebieskim, omijając ryczące krzaki, tak na wszelki wypadek :)
Wycieczka niezbyt długa, nieforsowna. Przyjemna dla ciała, widok znad Zielonego Stawu - coś dla ducha. I to co na Słowacji najfajniejsze - mało ludzi na szlaku.


W Tatrach Słowackich wybralismy nocleg w Nowvej Leśnej. Ceny bardzo przystępne, warunki bardzo dobre i fajny widok na Tatry. Po WwielkiejKkalamicie, ogromnym huraganie , który zmiótł las po tej stronie Tatr widocznośc jest doskonała , a czasem jednocześnie widok smętnawy.
Z Novej Leśnej dojazd do Smokowca czy Tatrzańskiej Łomnicy umożliwia elektryczna kolejka. My korzystamy z własnego auta. Nie ma problemów z parkowaniem, ani nie narzekamy na opłaty za parkingi, bardzo często miejsca postojowe są z resztą darmowe. Zaopatrujemy się w miejscowym sklepie, przypominającym jako żywo nasze SAMy społemowskie :) Ceny o połowę , a czasem nawet więcej, niższe niż w Tesco w Popradzie.
Przy wjeździe do Novej Lesnej od strony Smokowca stoi stylowa restauracja , jedzenie pyszne w niskich cenach.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Symi - wyspa poławiaczy gąbek

        O Symi przeczytaliśmy w przewodniku i nie trzeba nas było zachęcać. Z portu Mandraki o 8 rano wypływa duży prom na Symi. Podróż trwała ok. 2 godzin. Na promie nie czuliśmy kołysania za to bardzo mocno wiało. Po wypłynięciu z portu w Rodos przez dłuższy czas mogliśmy podziwiać górzyste wybrzeże Turcji. Wkrótce nasza uwaga skierowała się na wyspę Symii. Kilka razy wydawało nam się , że w końcu nieprzyjazne wybrzeże zmieni się w sympatyczną gościnną zatokę. Nic z tego. Port, do którego wpływamy mieści się na północy wyspy. Za to widok jest tak niesamowity, że turyści zbierają się do wyjścia na długo przed przycumowaniem do nabrzeża. Symi to wyspa poławiaczy gąbek.  Nie ma dostępu do słodkiej wody. Dostarczana jest ona

Andaluzja między Sewillą a Kadyksem

Jesień w Andaluzji Po trzech latach wracamy do Hiszpanii, do Andaluzji. Znów lądujemy w Maladze, pakujemy się do wynajętego samochodu i ruszamy do Sewilli. To pierwszy punkt naszego dziesięciodniowego pobytu. Przejazd zajmuje nam około trzech godzin i najlepiej zapamiętałam bociany, które ogromnymi stadami krążyły nad podmiejskimi śmietniskami. W połowie września dolatują właśnie tutaj w drodze z Niemiec na kontynent afrykański. Nasze polskie bociany spotkaliśmy zgoła gdzie indziej, tym razem w drodze powrotnej przez Izrael do Europy. Sewilla przywitała nas wyjątkowo ciepło – mimo, że zbliżała się godzina dziewiętnasta na ulicznym termometrze wciąż widniała liczba 39. Zameldowaliśmy się w studenckim akademiku w pobliżu Palcu Hiszpańskiego. Spędziliśmy na nim długie godziny. O każdej porze dnia i nocy warto tam przyjść! Najbardziej kolorowo jest po południu – w ukośnie padających promieniach słońca fasada mieni się wszystkimi kolorami tęczy. Upał łagodzi rozpryskująca s...

Miasto Rodos - tutaj stał Kolos Rodyjski

         Gdy będziecie na wyspie Rodos bezwzględnie powinniście ( wiem, na wakacjach nic nie trzeba!) odwiedzić jej stolicę – średniowieczne miasto Rodos. My Rodos wybraliśmy jako jeden z wielu punktów w naszej samodzielnej, samochodowej wycieczce. Mały spacer po starym mieście i porcie zajął nam 4 godziny. W tym godzinna biesiada z owocami morza w roli głównej na placu Hipokratesa. W mieście Rodos widać ślady burzliwej historii wysp Dodekanezu. Były one własnością Greków, Turków, Włochów, pod rządami Cesarstwa Rzymskiego i biznacjum. Wróciły do Grecji na mocy ustaleń paryskich w 1947 r. Trzeba wspomnieć, że rekonstrukcji zabytków średniowiecznych i starożytnych dokonali Włosi za czasów panowania Mussoliniego.