Przejdź do głównej zawartości

Bastei – Szwajcaria Saksońska z wody i z góry

W maju okolica między Stolpen i Bastei przepięknie mieni się kolorem żółtym i zielonym. Kwitną rzepaki, zielenią się łąki, a pośród tego ogromne piaskowe ostańce. Jadąc trasą z Polski do Bastei (najpierw autostradą z Jędrzychowic, obok Bautzen, obok Stolpen, który opisałam tutaj Stolpen zamek chrabiny Cosel , Bischofswerda do Lohmen) najpierw widzimy jak okiem sięgnąć pod widnokrąg zanurzone w słońcu  i porannej mgiełce skały jak okręty lub wyspy. Robi to kolosalne wrażenie. Im bliżej skał zmienia się widok; teraz mamy przed sobą jasnoszare piaskowce jakby na wyciągnięcie ręki. Droga biegnie płaskowyżem, co daje piękną perspektywę.
        Zostawiamy auto na parkingu i dalej idziemy pieszo przez las. Równolegle z nami posuwają się wozy konne , taka swojska zakopiańska atmosfera  Nie będę ukrywać, że w tym miejscu spotykamy tłumy turystów, starszych ludzi. To sobota, może dlatego? Za chwile dochodzimy do kas biletowych, barów i restauracji. Przechodzimy obok i stajemy na tarasie widokowym nad Łabą.



Dość niespodziewanie . Widok zapiera dech; 120 metrów w dole wije się szeroka wstęgą Łaba. Na niej porozrzucane seteczki spacerowe i barki. Po prawej stronie można zobaczyć opadające do rzeki strome ściany. Po lewej zaś - początek skalnej ścieżki. Aparaty idą w ruch, a rodzice łapią ręce swoich dzieci. Wszystkie metalowe ułatwienia , tarasy i kładki dają możliwość poruszania się tam, gdzie w innych warunkach dotarliby jedynie wspinacze. Tych ostatnich z resztą nie brakuje. Można popatrzeć z bliska na ich wysiłek i odporność na ekspozycję.

190m w dół do Łaby

Most do nieistniejącej twierdzy
Z tarasu widokowego przechodzimy na skały. Potem po metalowych schodach wspinamy się wyżej, na kolejną platformę widokową, z której widać piękny kamienny most. Jest dość potężny, ale osadzony na wierzchołkach skałach wydaje się kruchy . Docieramy przez most do miejsca , gdzie kiedyś mieściła się niedostępna twierdza. Obecnie pozostał po niej jedynie ślad w postaci kotw, kul oraz katapulty. Pomysł usytuowania tu budynków do mieszkania imponuje – wszędzie przepaście, dojście trzeba wybudować między ostańcami, niebezpiecznie i krucho. A może właśnie bezpiecznie ? Dostęp do twierdzy łatwo było odciąć.
       Chodzimy po skałach i skalnym labiryncie ok. godziny. Gdy wychodzimy na platformy szczytowej widoki są piękne, trzeba mieć jednak trochę odwagi i niewielką wrażliwość na wysokość. Co rusz bowiem przechodzi się po metalowych, ażurowych mostach, gdzie pod nogami zieje kilkudziesięciometrowa pustka.
       Wychodzimy z labiryntu , między omszałe, ogromne głazy i po schodach przez las ruszamy w dół, w kierunku rzeki.Trzeba uważać na szlak. Docieramy po 15 minutach do miejscowości Ratten.
       Ratten to piękna miejscowość . Kurort pnie się wąwozem w górę, przypomina odrobinę nasze dolnośląskie uzdrowiska. Wzdłuż drogi, która biegnie z Bastei do przystani, mnóstwo sklepików z pamiątkami, restauracji i kafejek. Wśród tych kolorowych kramików docieramy do doliny Łaby. Na nabrzeżu ładna promenada. Trudno uwierzyć, że rzeka Łaba jest bardzo kapryśna i często zalewa tą miejscowość. Wszystko jest zadbane, kolorowe, ukwiecone.

Rejs po Łabie
         Z Ratten wyrusza prom do Bad Schandau. Rejs trwa około 1,5 godziny. Najpierw wzdłuż brzegu zwracają uwagę głównie skały. Z czasem pojawia się coraz więcej zieleni i ściany skalne odsuwają się od rzeki, dolina rozszerza się. Na szerokich łąkach można zauważyć pasące się kozy i owce. Są też campingi, domki letniskowe, stoją campery i rozbite namioty. Najpierw na wprost, a później po prawej stronie widzimy wysoko na urwistym brzegu zamek Konigstein. Niezdobyta twierdza wymaga osobnego dnia zwiedzania. Samo obejście jej murów zajmuje około 2 godzin.
           Po prawej stronie przepływamy obok kolorowej starówki. Równe rzędy kamienic , podcienie ciągnące się wzdłuż ulicy, wszystko zatopione w zieleni. Prom przybija do nabrzeża Bad Schandau. Miałam wrażenie, ze przeniosłam się w czasie i przestrzeni. Nabrzeże , statek, promenada, ogromny ‘Grand’ hotel przypomina sceny z filmu ‘Sisi’ .
Bad Schandau
           Bad Schandau z jego kamiennymi wąskimi uliczkami, w których wciśnięte zostały kawiarenki i restauracyjki, przypomina południe Europy. Zaraz za nabrzeżem wąską uliczką przechodzimy na rynek – długi plac z ogromnym kościołem, przepiękną fontanną , otoczony zadbanymi kamienicami. Jest to miejscowość uzdrowiskowa, uznany kurort, co można poznać po luksusowych hotelach. W słoneczny dzień od błękitnego nieba odcinają się szare, a miejscami nawet czarne, skały. Moją uwagę przykuł mały biały tarasik wysoko na skale z windą sięgającą chodnika. To ekskluzywna restauracja. Widok z niej musi być przedni – na miasto, rzekę i południową część miasta za rzeką wraz z twierdzą Koningstein.
       W Szwajcarii Saksońskiej byłam tylko jeden dzień i zobaczyłam tylko fragment tej pięknej krainy. Na pewno wrócę , chcę zobaczyć Kooningstein. Stąd tak blisko do Drezna. Można zrobić kilkudniową wycieczkę, połączyć podziwianie Szwajcarii Saksońskiej ze zwiedzaniem Drezna i Pirny.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Symi - wyspa poławiaczy gąbek

        O Symi przeczytaliśmy w przewodniku i nie trzeba nas było zachęcać. Z portu Mandraki o 8 rano wypływa duży prom na Symi. Podróż trwała ok. 2 godzin. Na promie nie czuliśmy kołysania za to bardzo mocno wiało. Po wypłynięciu z portu w Rodos przez dłuższy czas mogliśmy podziwiać górzyste wybrzeże Turcji. Wkrótce nasza uwaga skierowała się na wyspę Symii. Kilka razy wydawało nam się , że w końcu nieprzyjazne wybrzeże zmieni się w sympatyczną gościnną zatokę. Nic z tego. Port, do którego wpływamy mieści się na północy wyspy. Za to widok jest tak niesamowity, że turyści zbierają się do wyjścia na długo przed przycumowaniem do nabrzeża. Symi to wyspa poławiaczy gąbek.  Nie ma dostępu do słodkiej wody. Dostarczana jest ona

Andaluzja między Sewillą a Kadyksem

Jesień w Andaluzji Po trzech latach wracamy do Hiszpanii, do Andaluzji. Znów lądujemy w Maladze, pakujemy się do wynajętego samochodu i ruszamy do Sewilli. To pierwszy punkt naszego dziesięciodniowego pobytu. Przejazd zajmuje nam około trzech godzin i najlepiej zapamiętałam bociany, które ogromnymi stadami krążyły nad podmiejskimi śmietniskami. W połowie września dolatują właśnie tutaj w drodze z Niemiec na kontynent afrykański. Nasze polskie bociany spotkaliśmy zgoła gdzie indziej, tym razem w drodze powrotnej przez Izrael do Europy. Sewilla przywitała nas wyjątkowo ciepło – mimo, że zbliżała się godzina dziewiętnasta na ulicznym termometrze wciąż widniała liczba 39. Zameldowaliśmy się w studenckim akademiku w pobliżu Palcu Hiszpańskiego. Spędziliśmy na nim długie godziny. O każdej porze dnia i nocy warto tam przyjść! Najbardziej kolorowo jest po południu – w ukośnie padających promieniach słońca fasada mieni się wszystkimi kolorami tęczy. Upał łagodzi rozpryskująca s...

Miasto Rodos - tutaj stał Kolos Rodyjski

         Gdy będziecie na wyspie Rodos bezwzględnie powinniście ( wiem, na wakacjach nic nie trzeba!) odwiedzić jej stolicę – średniowieczne miasto Rodos. My Rodos wybraliśmy jako jeden z wielu punktów w naszej samodzielnej, samochodowej wycieczce. Mały spacer po starym mieście i porcie zajął nam 4 godziny. W tym godzinna biesiada z owocami morza w roli głównej na placu Hipokratesa. W mieście Rodos widać ślady burzliwej historii wysp Dodekanezu. Były one własnością Greków, Turków, Włochów, pod rządami Cesarstwa Rzymskiego i biznacjum. Wróciły do Grecji na mocy ustaleń paryskich w 1947 r. Trzeba wspomnieć, że rekonstrukcji zabytków średniowiecznych i starożytnych dokonali Włosi za czasów panowania Mussoliniego.