Przejdź do głównej zawartości

Kreta - Balos , Gramvousa, Elafonisi

Oryginalny wystrój tawerny
Dzisiaj taka piękna pogoda, prawie grecki upał. Wróćmy na chwilę na Kretę, Kretę zachdonią. Pojechalismy tanm w szóstkę, na wczasy zorganizowane. Mieszkaliśmy w hotelu kilka kilometrów na zachód od Chanii.

Kreta zachodnia jest  mniej wyeksploatowana turystycznie od wschodniej. Przewazają tu pensjonaty nad hotelami, sporo tu wolnej przestrzeni. No i są tu góry Lefka Ori.
Wypożyczylismy sobie samochód i pojechaliąmy na południe, na plażę Elafonisi. Po drodze odwiedzilismy grotę św Zofii. Mozna sobie w niej pochodzic, porozglądać się, zrobić zdjęcia. Jadąc dalej pomyliliśmy drogi. Wylądowaliśmy w cichej , małej miejscowości, gdzie budziliśmy


 
zdziwienie. Klimat greckiego spokoju udzielił nam się i zamiast pospiesznie szukać drogi poszlismy do tawerny na mrożoną kawę i piwo. Było to jedno z naszych najmilszych zagubień i wszysycy wspominamy to z uśmiechem.
Potem wstąpiliśmy do klasztoru Chrysoskalitissa -- pięknie położony. Kolejne miejsce, które można bezkarnie samodzielnie zwiedzic.  Apotem już wprost do Morza Libijskiego.

Morze Libijskie
Elafonisi to ogromna plaza , na południowym zachodzie wyspy Kreta. Nie ma tu w zasadzie miejscowości, a wszytsko co tutaj pobudowano jest tymczasowe i służy obsłudze plazy i turystów.
Woda, w płytkich zatoczkach jest ciepła, za to w Morzu Libijskim zimna i krystalicznie czysta. Wiał potężny wiatr, który toczył całkiem spore fale, odbijające się w pewnej odległości od piaszczystej plaży.
Spędziliśmy tam dużo czasu, kapiąc się i spacerując. Można polatać na spadochronie ciąfnionym za łóką, a w tym wietrze bło to na pewno spore wyzwanie.
Następnego dnia popłynęlismy z Kolymnparii na Balos. To odludny półwysep z pięknymi plażami . Dotrzeć tam mozna  w zasadzie tylko statkiem. Droga, wiodąca stromym stokiem wysokich wzgórz, jest szutrowa i bardzo trudna.

Balos-do taverny przez 3 płycizny

Gdy już wylądowalismy na plaży po zejściu ze statku jedni zalegli pod przywiezionymi ze sobą parasolami, inni poszli pływać i nurkować w zielonkawej krystalicznej wodzie. Jeszcze inni udali się do taverny, zagubionionej na tym pustkowiu.

Balos






Ja poszłam w górę zbocza, na którym wypatrzyłam maleńką kamienną chatkę. Szłam po wąziutkiej, wydeptanej chyba przez kozy ścieżce. W nogi kłuły mnie wyschnięte niskie kepy roślin. Zapach tymianku i oregano był odurzający. Droga okazała się całkiem długa i męcząca. Na ściezce natknęłam się na wyschnite kozie truchło. W końcu docieram do domku, jakby kapliczki. Stoją tu prowizoryczne ławki pod zrobionym z winogron baldachimem.






Siadam sobie w cieniu, a widok mam na zatokę z kilkoma stateczkami i łodkami, jakby przyklejonymi do przezroczystej wody.








Po plażowaniu płyniemy statkiem na wyspę Gramvousa. Z morza wygląda jak gigantyczna słuchawka telefonu, wyspa telefoniczna. Dobywamy reszty sił by w prażacym popołudniowym słońcu, na osłonietym od powiewu wiatru stoku piąc się na szczyt wzgórza, do weneckiej twierdzy.

Widok z twierdzy na Gramvousie na Balos
 
Widok - powalający, na morze, na Balos, na plażę poniżej murów twierdzy. Ogrniczeni jedynie własnymi obawamu możemy wchodzić gdzie chcemy . A uważać trzeba , żeby nie spaść z poluzowanymi kamieniami na kamienistą plażę kilkadziesiąt metrów niżej.









Niezapomniany był dla mnie popołudniowy spacer w porcie i starówce Chanii.






Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Symi - wyspa poławiaczy gąbek

        O Symi przeczytaliśmy w przewodniku i nie trzeba nas było zachęcać. Z portu Mandraki o 8 rano wypływa duży prom na Symi. Podróż trwała ok. 2 godzin. Na promie nie czuliśmy kołysania za to bardzo mocno wiało. Po wypłynięciu z portu w Rodos przez dłuższy czas mogliśmy podziwiać górzyste wybrzeże Turcji. Wkrótce nasza uwaga skierowała się na wyspę Symii. Kilka razy wydawało nam się , że w końcu nieprzyjazne wybrzeże zmieni się w sympatyczną gościnną zatokę. Nic z tego. Port, do którego wpływamy mieści się na północy wyspy. Za to widok jest tak niesamowity, że turyści zbierają się do wyjścia na długo przed przycumowaniem do nabrzeża. Symi to wyspa poławiaczy gąbek.  Nie ma dostępu do słodkiej wody. Dostarczana jest ona

Andaluzja między Sewillą a Kadyksem

Jesień w Andaluzji Po trzech latach wracamy do Hiszpanii, do Andaluzji. Znów lądujemy w Maladze, pakujemy się do wynajętego samochodu i ruszamy do Sewilli. To pierwszy punkt naszego dziesięciodniowego pobytu. Przejazd zajmuje nam około trzech godzin i najlepiej zapamiętałam bociany, które ogromnymi stadami krążyły nad podmiejskimi śmietniskami. W połowie września dolatują właśnie tutaj w drodze z Niemiec na kontynent afrykański. Nasze polskie bociany spotkaliśmy zgoła gdzie indziej, tym razem w drodze powrotnej przez Izrael do Europy. Sewilla przywitała nas wyjątkowo ciepło – mimo, że zbliżała się godzina dziewiętnasta na ulicznym termometrze wciąż widniała liczba 39. Zameldowaliśmy się w studenckim akademiku w pobliżu Palcu Hiszpańskiego. Spędziliśmy na nim długie godziny. O każdej porze dnia i nocy warto tam przyjść! Najbardziej kolorowo jest po południu – w ukośnie padających promieniach słońca fasada mieni się wszystkimi kolorami tęczy. Upał łagodzi rozpryskująca s...

Miasto Rodos - tutaj stał Kolos Rodyjski

         Gdy będziecie na wyspie Rodos bezwzględnie powinniście ( wiem, na wakacjach nic nie trzeba!) odwiedzić jej stolicę – średniowieczne miasto Rodos. My Rodos wybraliśmy jako jeden z wielu punktów w naszej samodzielnej, samochodowej wycieczce. Mały spacer po starym mieście i porcie zajął nam 4 godziny. W tym godzinna biesiada z owocami morza w roli głównej na placu Hipokratesa. W mieście Rodos widać ślady burzliwej historii wysp Dodekanezu. Były one własnością Greków, Turków, Włochów, pod rządami Cesarstwa Rzymskiego i biznacjum. Wróciły do Grecji na mocy ustaleń paryskich w 1947 r. Trzeba wspomnieć, że rekonstrukcji zabytków średniowiecznych i starożytnych dokonali Włosi za czasów panowania Mussoliniego.